niedziela, 24 kwietnia 2016

Obejrzałem "Hardcore Henry". Lekcja na przyszłość, jak kręcić filmy FPP



Kino na pozór stoi w miejscu, ale jednak ewoluuje. 

Kiedyś problemem było pokazanie, jak postaci na ekranie odbierają maile albo inne wiadomości tekstowe. Początkowo reżyserzy w ogóle odmawiali przyznania się, że czasy się zmieniły, i w ich filmach nie było widać postępu technologicznego. Ale ludzie zaczęli płacić za pokazywanie modelu ich telefonu na ekranie, więc... to właśnie robili. Zawieszali kamerę nad ekranikiem, by widz mógł przeczytać sms'a lub e-maila, którego postać na ekranie dostała. Ale to było nudne. Opcją było jeszcze kazanie postaci by czytała na głos... ale to było głupie. Problem istniał aż do czasu "Sherlocka", który każdą taką wiadomość umieszczał w kadrze, przepięknie całość komponując. Teraz można w końcu z przyjemnością patrzeć, jak to bohaterowie "textują" ze sobą, chociaż wcześniej była to jedna z najmniej wizualnie atrakcyjnych rzeczy na świecie. Tuż obok mężczyzn.

Perspektywa pierwszej osoby (FPP) istniała w kinie od dawna, a ostatnio zyskała na popularności wraz z wzrostem zainteresowania produkcjami stylizowanymi na amatorskie, gdzie jeden z bohaterów kręcił wydarzenia własną kamerą - to jednak tylko zarys tego, o czym teraz mówimy. "Pełne" FPP to widok bezpośrednio z widoku oczu głównego bohatera, i był do tej pory stosowany... rzadko. Do tego stopnia, że najbardziej zapadło mi w pamięci, gdy twórcy skorzystali z niego podczas kręcenia "Mrocznego przejścia" (1947) z Bogartem. A to było kilka scen. Teraz mamy w końcu film w całości* z oczu głównego bohatera.

środa, 20 kwietnia 2016

(felieton) Pięć książek, które mnie najbardziej zainspirowały

Temat dziwny zważywszy na tematykę bloga - powinienem zacząć od wymienienia filmów, które były dla mnie istotne... Ale takich nie było, więc przejdźmy dalej.

Książki od pewnego momentu zaczęły pełnić istotną rolę w moim życiu. Szanowałem je, widok ogromnych bibliotek prywatnych wzbudzał mój podziw, a wchodzenie do księgarni... Albo bibliotek... To moment ciszy. Czas się zatrzymuje i mogę tam siedzieć i siedzieć... Z czytaniem już trochę gorzej, skoro wszystko co najlepsze zdaje się być za mną, i większość nowych pozycji mnie zdąży znudzić. Dość napisać, że w zeszłym roku przeczytałem tylko jedną książkę, ale jest to jedna z moich ulubionych. Była tak dobra, że zacząłem nawet pisać jej scenariusz.

Dlatego mój szacunek do książek się utrzymuje. Bo gdzieś tam kryje się kolejne arcydzieło na miarę "Kwiatów do Algernona", które weźmie mnie z zaskoczenia. Ale właściwe źródło mojego szacunku kryje się gdzie indziej - w tej garści tytułów, które mnie faktycznie ukształtowały. Zmieniły moje życie i sprawiły, że jestem tym kim jestem. Oto one:




sobota, 16 kwietnia 2016

"Bez przebaczenia" (8+/10) Kino zbliżyło się do ideału kina szarego.

Revisionist Western, 1992



Późny Dziki Zachód. W małym miasteczku dochodzi do incydentu - klient pociął prostytutce twarz. Dla niej to koniec życia, bo żaden teraz nie będzie jej chciał. Domaga się kulki w łeb dla swojego oprawcy, ten jednak zostaje potraktowany dużo łagodniej przez miejscowego szeryfa, Little Billa. Kobieta wystawia więc nagrodę za jego głowę.



wtorek, 12 kwietnia 2016

(felieton) 10 największych minusów Filmwebu

Kilka dni temu napisałem, że tęsknię za tym, czym Filmweb kiedyś był. Dzisiaj jest zupełnie inny, i dlatego chcę wymienić garść największych wad tej strony.

Największych. Czyli obecność gustomierza albo brak informacji, kiedy użytkownik ostatnio się logował, musiałem pominąć. Bezużyteczność asystenta też, albo ograniczenia w widzeniu ocen innych użytkowników. Cenzurę przekleństw również, bo i tak wszyscy piszą "kurfa", "ja yebie" itd. Chyba, że napiszesz temat na trzy akapity bez jednego przekleństwa a i tak ci twierdzą, żebyś się uspokoił. I po trzech godzinach rozumiesz, że napisałeś "ja ci powiem", i system znalazł w tym "cipo". Ale kto dziś pisze na tej stronie cokolwiek dłuższego niż dwa zdania? :) Problem z głowy. A obecność głosów znajomych na stronach filmów akurat jest plusem. Jak można to zepsuć? Dając tylko fragment listy znajomych, reszta musi się naładować. Szybciej już będzie wejść na profil danej osoby, w jej oceny i tam sprawdzić, jak oceniła. A kiedyś to było w formie gotowej listy... Z ograniczeniem do stu pierwszych użytkowników. Czyli jeśli masz więcej niż 100 znajomych, to nie widziałeś oceny tego usera o którego Ci chodziło, jeśli był na samym dole. I ten atak paniki! Usunął mnie? Za co? Znam go tyle lat!

Przyznaję się, nawet jakby mi płacili to bym nie wymyślił takich rzeczy. Chylę czoła. Na ten przykład, nie mogę pisać na telefonie komentarzy pod ocenami, bo nie działa mi wtedy spacja. Ani kropki. Wychodzitakidługiciągznaków. Nie wpadlibyście, żeby to dodać na swoją stronę, prawda? :)

Ale już dobra, rozpisuję się, a nie przeszedłem do sedna. Wad ta strona ma wiele, a oto dziesięć najbardziej mi uwierających.




czwartek, 7 kwietnia 2016

"Świat gliniarzy / The Shield" (9+/10) Recenzja całego serialu. Bez spoilerów.

Revisionist Crime-Drama, 2002-08



Dzisiaj chciałbym opowiedzieć o wyjątkowym serialu zajmującym od niedawna wysokie miejsce wśród moich ulubionych produkcji - "The Shield". Opowiada o policjancie z Los Angeles imieniem Terry Crowley, który dostaje za zadanie przyjrzeć się koledze po mundurze imieniem Vic Mackey. Łysy, barczysty, dowodzi miejscową Grupą Uderzeniową od zadań specjalnych, podejrzewany jest o nadużywanie władzy i nieczyste zagrywki, jednak nic z tego nie można mu udowodnić - a więc stosujemy infiltrację. I chociaż wszystko zaczyna się od Terry'ego to szybko okazuje się, że to Vic jest tu centralną postacią, wokół której wszystko się będzie kręcić. Brudny glina, który siłą wyciąga zeznania; nie ma oporów by podczas nalotu schować sobie kilka kilo narkotyków do kieszeni by następnie móc podłożyć je komuś i w ten sposób przymknąć grubszą rybę. Zrobi każde nielegalne gówno, jeśli oznacza to zaprzestanie przestępczej działalności w czyimś wykonaniu. Albo będzie miało dla niego korzyść osobistą, poczynioną czyimś kosztem. Policjant stojący ponad prawem; robiący rzeczy, których nikt inny nie może i nie ma prawa zrobić. Byle tylko był porządek na ulicy.



poniedziałek, 4 kwietnia 2016

"Batman v Superman: Świt sprawiedliwości". Warto.

Superhero, 2016



Po wydarzeniach z "Man of Steel" zaostrza się konflikt między Batmanem i Supermanem. Panowie ci nawzajem sobą gardzą i metodami, jakie stosują by zaprowadzić porządek. A gdzie dwóch się chce bić, tam trzeci spróbuje coś ugrać.

W tej wersji Batman jest osobą nieco starszą niż ostatnie wcielenie, które widzieliśmy na dużym ekranie. Teraz ma za sobą 20 lat walki z przestępczością, i jest na etapie zmęczenia. Jego wewnętrzny konflikt o to, czy jeszcze jest bohaterem czy jednak jednym z tych złych, został rozwiązany - jest przestępcą, i pogodził się z tym. A jego metody stały się ostrzejsze.


piątek, 1 kwietnia 2016

(felieton) Tęsknię za starym filmwebem

Cofnę się do teraz do roku 2007, gdy pierwszy raz natknąłem się na filmweb. Wtedy jeszcze myślałem, że recenzje pisze tam jeden człowiek, i byłem podjarany: "Hej, on myśli o Pulp Fiction to samo co ja!". Parę miesięcy później, po poznawaniu kolejnych możliwości jakie oferuje ta strona, założyłem konto i zaczęło się wiele rzeczy naraz. Teraz najistotniejsza jest oczywiście tylko jedna z nich: początek mojej przygody z kinem. A filmweb był do tego idealnym miejscem. Wtedy. Brakuje mi go czasami.


Początek 2007 roku.