czwartek, 29 czerwca 2017

Sto lat w kinie - 1917


Chciałbym przyjrzeć się bliżej kinu sprzed stu lat - jak wtedy wyglądało, co się działo, czy powstały w 1917 roku dobre filmy? I najważniejsze: co kobiety ubierały na plażę?

poniedziałek, 12 czerwca 2017

Nowy system oceniania na Netflixie to krok w złą stronę


Niepokoi mnie tendencja przez którą dobre rzeczy w Internecie stają się gorsze bez wyraźnego powodu. Ostatnio choćby Spotify usunęło powiadomienia o nowych albumach artystów których obserwujesz. Z kolei na dniach Netflix zmienił to z czego jest słynny - system rekomendacji. Dlatego narzekam. Uwielbiam tę stronę, i chcę aby była lepsza.

poniedziałek, 5 czerwca 2017

Widziałem w maju dobre seriale. I filmy.




****FILMY****

FILM MIESIĄCA: Złotoręki ("The Man with The Golden Arm", 1955) - 8+/10. Frankie wychodzi z więzienia, gdzie pozbył się nałogu narkotykowego. Na wolności decyduje się zerwać z przestępczą przeszłością. Za kratkami nauczył się grać na perkusji i stara się o angaż w orkiestrze. Niestety, razem z nim chodzą po tym świecie ludzie którzy czerpali zysk z Frankiego będącego na samym dnie. I postarają się, aby ten znów tam się znalazł. "Złotoręki" to przede wszystkim doskonały scenariusz i urok starego kina. Scenografia całej dzielnicy zbudowana w studio oraz twórcy z autentycznym talentem którzy pracowali nad tym tytułem. Ile tutaj postaci, ile wątków! I wszystko to jest zastosowane w zaskakujący sposób, przeplatając się perfekcyjnie, tworząc bardzo życiową i klasyczną konstrukcję dramaturgiczną. To opowieść o sile i wytrwałości. Do tego przepiękna konstrukcja ujęć, przy których kreatywnie korzystano z kamery na kranie. Przygotujcie się tylko na to, że mamy tu jedną z najgorszych postaci kobiecych w historii kina. Zdecydowanie Top 2. Jedna z tych wariatek która gdy słyszy: "Idę zrealizować marzenie swojego życia, to moja jedyna szansa, nie mogę się spóźnić!" to odpowiada: "Zostań i pomasuj mi nogi" i robi dramat. Bądźcie świadomi też, że to rok '55, więc obraz narkotyków odbiega od takiego "The Wire", i to mocno. Dodać do tego, że zapewne niewiele mogli powiedzieć i pokazać... Strzykawka wciąż idzie w ramię, ale takie zachowanie "na głodzie" cechują dobre chęci aby wszystko pokazać w angażujący, pełen energii sposób... I tylko za te chęci należą się pochwały. Trudno jednak jest mi gniewać się na twórców. Zrobili wybitny obraz. GARRET POLECA!