czwartek, 27 września 2012

Indie Game (7/10)

Art Documentary, 2012


Generalnie, gry od innych dzieł sztuki różnią się tym, że ich twórcy nie mają danych personalnych. Są twórcami i tyle ("najnowsza gra twórców gry X"). Sam potrafię wymienić może z 6 nazwisk z branży growej, w porównaniu do filmowej czy którejkolwiek innej nie ma nawet porównania. I o nich jest ten film, o twórcach gier - tylko, że niezależnych.

Film jako taki konkurencji nie ma i w swoim gatunku jest arcydziełem, to oczywiste, ale sam w sobie jest naprawdę dobrym pionierem. Udowadnia, że to naprawdę ciekawy materiał do opowiadania w dokumentach - i podchodzi do tematu ze zrozumieniem, nie próbuje opowiedzieć o nim jak o jakimś innym. Tutaj dzień premiery jest czymś zupełnie innym.

Więc... poznajemy twórców Braida, Super Meat Boya oraz FEZ'a. Kolejno mają u mnie 8+/10, 7/10 i "chcę zagrać", więc wiadomo z jakiej perspektywy będę pisał. I to naprawdę interesujące, oglądać reakcję twórców na wieść, że do 2 po południu ich gra rozeszła się w liczbie 9,5 tysiąca kopii i są z tego powodu szczęśliwi i to dla nich sukces - wiedząc jednocześnie, że ostatecznie sprzedano ponad milion kopii tej gry. Trochę żałuję, że ostatecznie nie pogadano z gośćmi od "LIMBO", ale cóż.

W filmie widzimy ludzi i ich historie, które przełożyły się na ostateczny kształt ich gier, w jaki sposób są one osobiste. Słuchamy wyjaśnienia, czemu Meat Boy nie ma skóry i w jaki sposób jego dziewczyna go uzupełnia. Jeden wyciąga stary komputer i pokazuje swoje pierwsze gry, które tworzył z ojcem w '93. Inny opowiada o tym, jak umarła jego babcia, i znalazł w jej domu karton z jego rysunkami z dzieciństwa i widzi, że stwór którego narysował 20 lat temu i dziś o nim nie pamięta, znalazł się w grze. Kolejny opowiada o długu rodziców który spłaci, gdy gra się ukaże.

Całkowicie rozumiem, dlaczego ten film tak się ludziom spodobał. Widziałem gościa, który poszedł na PAX i prezentował pierwszy raz w życiu swoją grę, jej grywalną wersję, i na samym początku trafił się bug po którym musiał tę grę resetować. I ten bug był cały czas, kolejni podchodzili, gra się sypała, twórca wariował z nerwów, a ludzie i tak podchodzili, rozmawiali z nim, grali po 15-20 minut, ustawiali się w kolejki do konsoli.
Inny wstał o 6 rano w dniu premiery SMB, włącza Xboxa i otwiera sklep... a tam nie ma jego gry. I pisze wku*wiony do Microsoftu. W końcu dostaje sms'y od kumpla, że gra już jest, że się sprzedaje, że są pierwsze recenzje, jakiś artykuł o tej grze ma 11 tys. lajków na facebooku, na YT ludzie nagrywają swoje reakcje na kolejne poziomy i próbują rozgryźć jak je przejść, i podchodzą jeszcze raz, i jeszcze raz... I twórcy to oglądają i widzą, że oni rozumieją, stworzyli coś osobistego i się połączyli z graczami.

Dziwnie to brzmi, szczególnie na przykładzie gościa od Braida, który czytając recenzje swojej gry odkrywał, że ludzie w ogóle nie zrozumieli jego gry, odebrali ją na bardzo płytkim poziomie - więc mimo, że dostawał oceny na poziomie 95/100 i tak był przygnębiony.

Ci ludzie opowiadali o takim rodzaju depresji który dopada ludzi coś tworzących, ale nie wtedy gdy wszystko idzie źle, ale kiedy jest wręcz przeciwnie.

I człowiek chce być graczem, takim aktywnym, śledzącym powstające projekty, uczestniczącym w kolejnych targach E3 itp. a potem kupującym grę w dniu premiery, nagrywającym swoje zdanie na YT i czującym ten kontakt z twórcami... Może nie w Polsce, tutaj status lajkowania jest pedalski, ale na tym filmie ma to zupełnie inny - sensowny - wymiar. No i u nas wydanie na starcie 15$ na grę to jednak liczący się wydatek. Takie tam różnice.


7/10. Sam nie wiem, czemu tak się rozpisałem.

piątek, 21 września 2012

JEDEN DZIEŃ

Drama & Romance, 2011


Hell yea!

W opisie stoi, że dwoje ludzi postanawia spędzać ze sobą jeden dzień w roku (15 lipca) co roku. W filmie słowa o tym nie ma, może w książce. Racja, są sceny wyłącznie z okolic tego 15 lipca, ale nie czuć, że tylko wtedy się spotykali czy coś.

To po prostu ludzie i ich życie. Ten film szokuje z kilku powodów - na fw ma wyższą ocenę niż np. na RYM. A to przecież w Polsce sprzedają się te wszystkie pseudo-komedia romantyczne, a tu proszę - w Top 10 z roku 2011 jest PRAWDZIWA komedia romantyczna. Niesamowite. Po drugie, ten gatunek w ogóle okazuje się być żywym i opłacalnym.

A po trzecie... nie ma tu słabych schematów. Nie ma nieporozumienia, nie ma jednej strony która nie słucha, nie ma miłości wszech czasów, tej jedynej... To po prostu ludzie, cudowni ludzie których aż chce się oglądać i życzy im się jak najbardziej cukierkowatego zakończenia, i ich życie na przestrzeni tych 20-kilku lat. Od późnych 80'tych do 15 lipca 2011 roku.

Z dwoma wyjątkami - raz jak Jim Sturgess zachowuje się jak nigga, wtedy nie jest fajnie. Drugi raz... jak pomyślałem o tych schematach. Zapewne też o tym pomyślicie na jakąś minutę zanim to się stanie, pewnie skojarzycie to z pewnym innym filmem który ma denerwujące i głupie zakończenie, i sam zaczął rozważać w którą stronę ten film pójdzie... Wybrałem dwa typy których nie chciałem, jednym z nich była "Szkoła uczuć" i tu mogę zapewnić, że historia nie poszła w tym kierunku (choć tamten film też lubię), ale poszła w kierunku tego drugiego... Głupi film, zdenerwowałem się... na pocieszenie dodam, że w tym filmie to nie jest tak denerwujące jak w tym drugim.

Normalnie zacząłbym jeszcze pisać analizę o narracji w tym filmie, ale to by oznaczało spoilery, więc sobie daruję, zresztą kogo to obchodzi. Narracja "Jednego dnia" jest jedną z najpłynniejszych jakie w życiu widziałem. Zero schematów, pełno pomysłów i nieustająca świeżość.

Jeden z tych filmów, którym chciałbym dać 8/10, ale na to nie zasługuje, a ja mimo to chcę ją dać... Trudno, do Ulubionych dodałem. Wystarczy...


7+/10.
Jim Sturgess będący Maxem z "Happy Endings":
http://youtu.be/qbYHRU551nI?hd=1

poniedziałek, 17 września 2012

(miniserial) ZAGUBIONY POKÓJ

Fantasy & Mystery, 2006


Kto zgadnie czemu obejrzałem ten serial? ;p

Zaczyna się jak kryminał, po 10 minutach staje się fantasy, a wraz z czwartym odcinkiem osiąga poziom "LOST". Kogoś zamordowali, główny bohater jest policjantem, wpada mu w łapkę klucz dzięki któremu każde drzwi prowadzą do tytułowego pokoju. Bajer polega na tym, że wchodzisz do niego a potem możesz sobie wybrać, gdzie z niego wyjdziesz.

Pierwsze dwa odcinki to całkiem przyzwoite kino - trochę za szybkie, bohaterowie zbyt lekko reagują na wieść o istnieniu obiektów, ich tajemnica ustępuje właściwie czemukolwiek co pojawi się na ekranie. Potem jest odcinek trzeci, najsłabszy, w którym jest pełno błędów logicznych jak choćby scena gonienia bohatera. Tuż przed złapaniem na oczach ścigających miota się z bezdomnym, łapią go, stwierdzają że ten nie ma klucza więc go wypuszczają. Mniej więcej wtedy też wchodzi na głupia postać Rubera - powiem tylko, że to taki Daniel z "LOST" ale przedramatyzowany. Że co? Że już Daniel był przedramatyzowany? Oj, nawet nie wiecie jak bardzo się mylicie!! :)

Ale potem przychodzi odcinek czwarty i nastaje zaje*istość. Odniosłem wrażenie, jakby wtedy dopiero twórcy wiedzieli o czym piszą. Złapali tempo, zainteresowali mnie tajemnicą pokoju, nie mogłem doczekać się by ją poznać, a także by spotkać... głównego bohatera. Motyw ze zdjęciem, podróż do Sanktuarium... to była definicja horroru, przynajmniej dla mnie. Obawiałem się samej ciemności i martwiłem się o bohaterów.

Są błędy, mnóstwo wątków drugoplanowych nie doczekało się zakończenia. Peter Krause wyszedł dla mnie bardzo przeciętnie. Temat obiektów nie doczekał się wyjaśnienia, i w pewnym momencie stały się po prostu Deus Ex Machiną. Kilka kolejnych też by się znalazło, ale koniec końców serial okazuje się konieczny do obejrzenia, więc na jedno wychodzi, prawda? Plusy przeważają minusy.


7-8/10

poniedziałek, 10 września 2012

U nas w Filadelfii /sezon I

Comedy, 2005


O grupie ludzi którzy założyli bar. Bardzo śmieszno. W przeważającej części. Opogeum osiągnięte w 1x02, kiedy skumulowano tylko żartów o aborcji, że nawet z połowy nie zdążyłem się wyśmiać. Fenomenalny i fascynujący odcinek, zrobiony nawet na poważnie. Wtedy najbardziej mi się to podobało, np. w 1x03 gdy zaczeli gadać o nastolatkach nawiedzających bary w których nie sprawdzają dowodów, i szybko uzgodnili, że tak będzie lepiej, bo w przeciwnym wypadku młodzież i tak się uchla, tylko że zamiast w bezpiecznym barze pod kontrolą barmana, zrobi to za pośrednictwem bezdomnego a potem upiją się w parku i ktoś ich zgwałci. Fajny serial. Najlepszy żart:
http://youtu.be/sC6TElryB2Y

Wystarczyło dodać banana... Oczywiście do czasu, gdy spojrzałem na ranking filmwebu i zonaczyłem, że najwyżej oceniony jest 4x13. Więc go obejrzałem i polecam. Charlie jest fenomenalny w śpiewaniu, byciu fajnym i gdy drze się na innych, a w tym odcinku roi to przez całą pierwszą połowę. W drugiej już jest niezręczne śpiewanie (nie, śpiewają zaskakująco dobrze), ale i tak odcinek rządzi. Więc 2x8/10 dla serialu, a dla całości 7/10. Obejrzyjcie, krótkie jest.:)

niedziela, 2 września 2012

FUTURAMA (sezon I)

Animation & Sci-Fi, 1999


Chłopa o imieniu Fry wywaliło z 1999 do 3000 roku i jest fajniej, przeżywa przygody i w ogóle. Poważnie, humor jest bardzo przyjemny, odcinki zlatują jeden po drugim, żartów jest mnóstwo i wszystko trzyma poziom. Oczywiście są te kultowe, jak ten tekst o blackjacku i dziwkach, ale jest też mnóstwo nawiązań do teraźniejszości - jak odcinek, w którym trafiają na planetę opanowaną przez roboty, odwiedzają kino a tam leci jakieś sci-fi gdzie człowiek przybywa z kosmosu by zniszczyć wszystkie roboty, i gra go robot w takim sztucznym kostiumie człowieka, i w ogóle zachowuje się jak taki typowy niszczyciel, z zionięciem ogniem i chęcią zabijania wszystkich.:D Uwielbiam.

Nawet po zakończeniu sezonu włączyłem sobie ten który wg głosów jest najlepszy (5x10) i też był dobry. Mój faworyt to chyba "Fear of a Bot Planet" (8/10).


7/10