poniedziałek, 31 lipca 2017

Widziałem w lipcu dobre filmy i seriale

Witam w podsumowaniu miesiąca, które upłynęło mi z grubsza na przygotowaniach się do nadchodzących Nowych Horyzontów, z których najwyraźniej widziałem już ponad 30 tytułów. Festiwal jednak wystartuje w sierpniu, a w lipcu polecam wam opowieść o dziewczynce która jadła koty; polski dramat społeczny tak smutny, że władza go zablokowała na lata; autobiograficzną opowieść o miłości do kobiet oraz bolesny obraz porywania ludzi prosto z Australii. Zapraszam.




czwartek, 20 lipca 2017

Relacja ze Zjazdu Alternatywnego Topu

Kinomanów poznaje się nie tylko w Internecie. Innym dobrym miejscem ku temu są przeróżne festiwale filmowe, na których ze znajomymi od kilku lat widuję się twarzą w twarz. Zawsze więc były to spotkania przy okazji czegoś innego - i chcieliśmy to zmienić. Zorganizowaliśmy spotkanie, gdzie okazją jesteśmy my sami! Bądźmy w końcu szczerzy - filmy już nie są powodem aby się spotkać. One mogą być złe, i na tym się skończy, ale jeśli towarzystwo będzie słabe, to i cały wyjazd będzie źle wspominany. Z wiekiem w byciu kinomaniakiem staje się bardziej istotne nie to, co oglądamy, ale co robimy pomiędzy seansami. Jak wykorzystujemy doświadczenie wyniesione z ekranu. Postanowiliśmy więc wynająć domek w lesie na weekend - i przeżyć.
****

Tym razem nie będę tu wklejać tekstu w całości, ponieważ możliwości bloggera przy edycji tekstu nie są już dla mnie zadowalające. Dlatego też od początku przekonywałem resztę ludzi z PełnejSali, aby pozwolili mi go tam puścić w takiej formie jak ja to widziałem. Cóż, udało się, i zachęcam do przeczytania. Wyszedł taki jak chciałem: pokazujący kinomanów w codziennym środowisku, jako zwykłych ludzi, dla których kino zawsze i wszędzie wypływa na pierwszy plan. Nawet kiedy nic nie oglądają.


aby przeczytać cały tekst :)

wtorek, 11 lipca 2017

Dyskusja o słabych filmach to umierająca sztuka


W piątek miała miejsce premiera filmu "Transformers: Ostatni rycerz" ("Last Knight"). I znowu krytycy - zarówno zawodowi, jak i amatorscy - narzekają, że filmy z tej serii są identyczne. Chciałbym zauważyć, że ich recenzje również są wysoce powtarzalne. A to sprawia, że znów przypominam sobie o zapomnianej sztuce mówienia o filmach słabych.

Nie podobają mi się recenzje poważnych krytyków, którzy odkładają profesjonalizm na bok gdy przychodzą premiery popularnych ale słabych produkcji. "Step Up", "Transformers", Marvel - teksty pisane na podstawie tych filmów często wyglądają identycznie. "Scenariusz banalny, liczą się tylko efekty komputerowe, logika nie istnieje". Teksty płaskie, pisane na kolanie, bez zaangażowania - jakby na końcu każdego było wykreślone: "Ludzie i tak pójdą bez względu co ja tu napiszę., Daję dwie gwiazdki, róbta co chceta".

środa, 5 lipca 2017

Widziałem w czerwcu dobre seriale i filmy

Spóźnione podsumowanie miesiąca, w którym byłem skupiony na PełnejSali i zachwycaniu się jak wygodne jest publikowanie tekstów na Wordpressie. Blogger w porównaniu do niego to niemal prymitywne narzędzie, a na dodatek ostatnio często teksty mi się zgrzytają - wysypują i pod względem formatu nieczytelne. Nie mam na to cierpliwości i to jest powodem opóźnień publikacji na tej stronie. Ale podsumowanie czerwca jest - głównie są to polskie tytuły. Przez film miesiąca postanowiłem poznać filmografię Stanisława Różewicza, którego wcześniej znałem wyłącznie po "Westerplatte", a tutaj okazuje się, że człowiek ten nakręcił jeszcze inne warte uwagi tytuły. Poza tym lata 20. i 30. bracia Marx i nieme produkcje. Co do seriali to był nieudany miesiąc, ponieważ wpieprzyłem się w tytuły, które szybko straciły moje zainteresowanie... Ale musiałem je dokończyć, więc się męczyłem.

Plus, musiałem zrezygnować z wielu rzeczy, aby znaleźć czas na "Wiedźmina 3". Gdy piszę te słowa mam na liczniku 113 godzin.

Plany na lipiec: przygotować się do Nowych Horyzontów, nadrobić nowości i obejrzeć parę długich klasyków, jak "Napoleon" i "Mabuse".





****
FILM MIESIĄCA: Świadectwo urodzenia (1961) - 7/10. Piękne kino polskie powojenne, złożone z trzech nowelek. Bohaterem każdego jest osoba małoletnia, a akcja rozgrywa się podczas wojny. W pierwszej oglądamy chłopca który samotnie podróżuje na wschód, by dogonić matkę i braciszka. W drugiej oglądamy najstarszego brata, który musi opiekować się rodziną i pracować na ulicy pod nieobecność rodziców. W trzeciej mamy sierotę, która musi się ukrywać ze względu na jej żydowskie korzenie. Ta ostatnia nowelka jest najlepsza, to jak ostatnie pół godziny "Pianisty". Opowiadanie obrazem i smutek wylewający się z ekranu. Dziecko, w którym nie było nawet odrobiny woli, aby żyć. Chciało umrzeć, ale nikt jej w tym nie pomógł. Ukrywali ją, a jej zostało patrzeć tylko przez okno bez słów na dzieci, które bawiły się w ogródku... Ech. Pozostałe dwie nowelki są dobre, ale to trzecia najbardziej oddziałuje na odbiorcę. "Świadectwo urodzenia" ma też coś jeszcze co bardzo lubię, czyli bohaterów wyjętych jakby ze "Strefy mroku" (1959). Wyglądających jakby nie należeli do tego świata, jakby byli postacią ze snu, fantazji. W pierwszej nowelce widzimy na polu kobietę ściskająca swoje dziecko na rękach. W drugiej mamy Rosjanina który uciekł z obozu niemieckiego i zakradł się do mieszkania bohatera. Stał w drzwiach, bez słowa, pojawiając się w środku nocy... Muszę nadrobić twórczość Różewicza. Wcześniej widziałem tylko "Westerplatte" (doskonały!), ale teraz wiem już, że ten reżyser zrobił również inne tytuły! GARRET POLECA!