niedziela, 26 lutego 2017

CinemaPostCast: rozmawiamy o Oscarach 2017



Gdzieś pod koniec grudnia (albo na początku stycznia) robiliśmy plany na przyszłe podcasty, wtedy pojawił się temat omówienia Oskarów. Tydzień temu Grześ zapytał się mnie:

Grzesiek: Garret, kiedy nagrywamy Oscary?
Garret: O kurwa. Zapomniałem.
Adrian: Jebać Oscary.

Nawet nie byłem świadomy, że do Oscarów został tydzień. Szybko Grzegorz nakreślił plan, potem jeszcze dwie osoby chciały z nami nagrywać, ale każda z nich miała inny wolny termin więc został Marcin i nagrywanie w czwartek, potem jeszcze nasz montażysta dźwięku musiał zrobić swoje, a potem Grześ śpieszył się z montażem właściwym byle tylko zdążyć z podcastem o Oscarach PRZED ceremonią.

Słychać to bardzo. Raz, że całość z 2h30min zeszła do zaledwie 1h54min, chociaż cięć przydałoby się zrobić o wiele więcej. Obecnie to brzmi, jakby w ogóle tych cięć nie było. Słucham Garreta i mam ochotę wyciąć co drugie zdanie które mówi.

Ale podcast jest i słucham go z przyjemnością.



SPIS TREŚCI:
00:00 Wstęp.
02:10 Omawiamy same Oscary oraz wyrażamy niezadowolenie z powodu afer wokół nagród.
12:55 Omawiamy poszczególne kategorie. Najlepszy film.
- 20:03 "La La Land"
- 28:00 "Moonlight"
- 32:00 "Manchester by the Sea"
- 38:00 "Hell or High Water"
- 40:00 "Lion"
44:40 Najlepszy aktor
59:40 Najlepszy reżyser
01:05:50 Najlepszy scenariusz
01:15:00 Najlepszy film zagraniczny
01:18:00 Najlepszy dokument
01:42:00 Najlepsze krótkie metraże
01:48:00 Podsumowanie


Jako ciekawostkę powiem, że wstęp wcale nie był wstępem. To pojawiło się podczas nagrywania mniej więcej drugiej godziny. Początkowo Grześ zapytał się mnie, czy mam jakąś historię na początek. Nie miałem, nie chcieliśmy czekać - a o tym, że mamy wstęp dowiedziałem się gdy włączyłem sam podcast.

poniedziałek, 13 lutego 2017

W kinie to DC póki co sobie radzi lepiej


Na początek skupmy się na samych filmach:



1 runda
"Iron Man" vs "Człowiek ze stali" (Man of Steele)

Tutaj łatwe zwycięstwo Marvela. "Iron Man" był solidny i satysfakcjonujący, ale to wystarczyło. Ponad to z perspektywy czasu okazał się ważnym i odważnym tytułem, który rozpoczął budowę filmowego uniwersum. Był jednocześnie znany i nieznany, oferując widzowi znajome rozwiązania prowadzące do czegoś, czego w kinie jeszcze nie mieliśmy. A "Man Of Steele" nie miał chyba jednej sceny która miałaby sens od początku do końca. Były pomysły, ale zabrakło ich skutecznej prezentacji. Punkt dla Marvela (1:0). 




2 runda
"Incredible Hulk" vs "Batman v Superman

Banalne zwycięstwo DC. Tym razem Marvel wychodzi z produkcją o której dziś nikt nie pamięta, a tym bardziej o tym, że to-to wchodzi w skład najbardziej dochodowej serii filmów w historii X muzy. Z kolei "Batman v Superman" odbił się szerokim echem wśród widzów. Był dogłębnie dyskutowany, podzielił widzów na tych którzy go nienawidzą do granic możliwości i takich, którzy go wielbią. Za ryzyko, jakie podjął, i własny styl. Sam widziałem go dwa razy i z przyjemnością wrócę do niego jeszcze raz. Punkt dla DC (1:1). 




3 runda
"Iron Man 2" vs "Legion Samobójców" ("Suicide Squad")

Jeszcze bardziej banalne zwycięstwo DC. Bo jednym jest zrobić słaby film o którym nikt nie pamięta - ale o wiele gorzej jest zrobić słaby film, o którym pamiętają wszyscy. Taki jest właśnie "Iron Man 2" - blockbuster z jedną sceną akcji, w którym uwaga widza celowo jest skupiana wokół kolejnych bzdur scenariuszowych (dalej mnie męczy to, jak IM w pojedynkę doprowadził do światowego pokoju w trzy dni. Powinni o tym film zrobić). A jednocześnie nie mam zielonego pojęcia o czym ten film był! A przecież wystąpił tam Sam Rockwell - powinienem raczej pamiętać kogo zagrał tak charyzmatyczny aktor, racja? Co by nie mówić o "SS" to przynajmniej pamiętam, kogo grał tam Will Smith. Punkt dla DC. 



Wynik 2:1 dla DC. Dwie kolejne rundy też raczej będą na korzyść DC, już teraz to przepowiadam. "Wonder Woman" będzie lepsza niż "Thor" a "Justice League" będzie dużo lepsze od "Kapitana Ameryki". Wątpię, bym któryś obejrzał, ale to Internet. Tutaj nie muszę oglądać by wydawać wyroki. 


poniedziałek, 6 lutego 2017

Garrety & Rezy 2016. Podsumowanie filmowe roku



Rok 2016. Rok w którym wróciliśmy do grania w Pokemony. Rok tzw. Brexitu. Rok, w którym Polska mogła wygrać Mistrzostwa Europy w piłce nożnej. Rok, w którym media niemieckie milczały o gwałtach w Niemczech. Rok, w którym Amerykanie podczas elekcji prezydenckiej mieli tak marny wybór, że głosowali na martwego orangutana. Rok, w którym odwołano prezesa Telewizji Polskiej, by następnie w drodze konkursu wyłonić nowego prezesa... Którym stał się poprzedni prezes.

Działo się. Oj, działo się. A my w tym czasie woleliśmy siedzieć w domu i oglądać filmy i seriale. Bo jesteśmy kinomanami. Kinofilami. I skopofilami. A mijający rok był dla nas bardzo dobry.

Szczególnie dla polskiego kina, z którego spokojnie można było ułożyć Top 10 najlepszych filmów roku (i żaden z nich nie stał się polską kandydaturą do Oscara). Ale nie mogli narzekać również fani horroru, animacji, kina superbohaterskiego czy takiego z interesującymi kobietami. Najlepiej mieli po prostu... miłośnicy X muzy, bo filmów które zyskały swoją wierną bazę fanów było w tym roku bez liku. Ja swoje podsumowanie roku mogłem robić już w październiku, bo wtedy miałem gotowy Top 20 mijającego roku. A najwazniejsze premiery dopiero miały wypłynąć... O tak. Ten rok był najlepszy od czasu 2007 roku. A może nawet 1974? Ja sam przekroczyłem granicę którą sobie ustawiłem, by w rankingu rocznym było tylko 20 pozycji. Było ich za dużo, musiałem rozszerzyć zestawienie. A mogło być ich dużo więcej. Wystarczy nadstawić ucha i usłyszymy głośne zachwyty nad wieloma tytułami, których u mnie nie zobaczycie. "Nocturnal Animals"? "Deadpool"? "Ostatnia rodzina"? "Zwierzogród"? "Łotr 1"? "Cloverfield Lane 10"? "Kubo and the Two Strings"? "Służąca"? "Hell or High Water"? "Toni Erdmann"? "Przełęcz ocalonych"? Dla wielu podsumowanie 2016 roku nie może istnieć bez tych tytułów. A u mnie jest blisko trzydzieści które oceniam wyżej od nich. I oczywiście, nadal w Internecie są głosy, iż mijający rok był do bani, i nie było co oglądać.:)

Przez ostatnie dwanaście miesięcy uczyliśmy się wielu przydatnych rzeczy, takich jak budować bazę fanów na nienawiści i kłótni (remake "Ghostbusters"), że departament obrony musi usiąść na dupie bo ma za dużo zabawek ("Nowy początek", "Legion samobójców"), technologia 4DX może mieć sens (remake "Siedmiu wspaniałych"), do królika nie można mówić "króliczku" ("Zwierzogród"), socjalizm jest do bani ("Ja, Daniel Blake"), gwałt na facecie może być zabawny ("Bandyci i aniołki"), Rumunia i Polska są bardzo do siebie podobne ("Nieprawi", "Sieranevada", "Egzamin") i by zawsze oglądać film do końca - nawet gdy przez pierwsze 70 minut masz ochotę wyrywać krzesła z sali kinowej ("24 tygodnie").

Tak więc zapraszam. Oto:


Garretowy
Top 30,5 (!!!)
Najlepszych filmów 2016 roku