poniedziałek, 12 czerwca 2017

Nowy system oceniania na Netflixie to krok w złą stronę


Niepokoi mnie tendencja przez którą dobre rzeczy w Internecie stają się gorsze bez wyraźnego powodu. Ostatnio choćby Spotify usunęło powiadomienia o nowych albumach artystów których obserwujesz. Z kolei na dniach Netflix zmienił to z czego jest słynny - system rekomendacji. Dlatego narzekam. Uwielbiam tę stronę, i chcę aby była lepsza.

poniedziałek, 5 czerwca 2017

Widziałem w maju dobre seriale. I filmy.




****FILMY****

FILM MIESIĄCA: Złotoręki ("The Man with The Golden Arm", 1955) - 8+/10. Frankie wychodzi z więzienia, gdzie pozbył się nałogu narkotykowego. Na wolności decyduje się zerwać z przestępczą przeszłością. Za kratkami nauczył się grać na perkusji i stara się o angaż w orkiestrze. Niestety, razem z nim chodzą po tym świecie ludzie którzy czerpali zysk z Frankiego będącego na samym dnie. I postarają się, aby ten znów tam się znalazł. "Złotoręki" to przede wszystkim doskonały scenariusz i urok starego kina. Scenografia całej dzielnicy zbudowana w studio oraz twórcy z autentycznym talentem którzy pracowali nad tym tytułem. Ile tutaj postaci, ile wątków! I wszystko to jest zastosowane w zaskakujący sposób, przeplatając się perfekcyjnie, tworząc bardzo życiową i klasyczną konstrukcję dramaturgiczną. To opowieść o sile i wytrwałości. Do tego przepiękna konstrukcja ujęć, przy których kreatywnie korzystano z kamery na kranie. Przygotujcie się tylko na to, że mamy tu jedną z najgorszych postaci kobiecych w historii kina. Zdecydowanie Top 2. Jedna z tych wariatek która gdy słyszy: "Idę zrealizować marzenie swojego życia, to moja jedyna szansa, nie mogę się spóźnić!" to odpowiada: "Zostań i pomasuj mi nogi" i robi dramat. Bądźcie świadomi też, że to rok '55, więc obraz narkotyków odbiega od takiego "The Wire", i to mocno. Dodać do tego, że zapewne niewiele mogli powiedzieć i pokazać... Strzykawka wciąż idzie w ramię, ale takie zachowanie "na głodzie" cechują dobre chęci aby wszystko pokazać w angażujący, pełen energii sposób... I tylko za te chęci należą się pochwały. Trudno jednak jest mi gniewać się na twórców. Zrobili wybitny obraz. GARRET POLECA!

środa, 24 maja 2017

Zacząłem współtworzyć stronę PełnaSala.pl



Oznacza to, że teksty na tym blogu będą pojawiać się z opóźnieniem. Ale po kolei:

Dawno, dawno temu, na koniec 2008 roku... 
Powstał Alternatywny Top 100. Był to blog na filmwebie. Polegał on początkowo na zbieraniu głosów znajomych aby odpowiedzieć na pytanie: jak wyglądałby ranking złożony wyłącznie z naszych ocen? Była to grupa początkujących amatorów kinomanów (chociaż niektórzy mieli faktyczne wykształcenie filmowe), ale łączyła nad pasja i zaangażowanie w to, aby lepiej poznać kino. Po latach ten ranking przestał być tylko rankingiem, a stał się Agorą, gdzie poznajemy nie tylko kino ale i kolejnych kinomanów. Wymieniamy się informacjami, organizujemy spotkania i dyskutujemy.

wtorek, 9 maja 2017

Okazuje się, że Amazon Prime i Amazon Prime Video to dwie różne strony



Amazon Prime to serwis VoD pozwalający oglądać filmy i seriale w zamian za uiszczenie miesięcznego abonamentu - nieco ponad 40 złotych. Mniej niż łączny roczny abonament na Hulu czy Filmstrucku, ale z drugiej strony nie można przerwać korzystania po miesiącu gdy będziemy mieć ochotę na coś innego.

poniedziałek, 1 maja 2017

Widziałem w kwietniu dobre filmy i seriale.

Kwiecień to głównie Amazon Prime z dodatkami Brown Sugar oraz HBO GO, czyli mamy tu sitcomy, Batmana, kino nieme i blaxploitation. Plus, to najwyraźniej był ostatni gwizdek aby obejrzeć "Split" i nie mieć zepsutego seansu przez newsy z całego świata o kontynuacji tego filmu, które zdradzały unikalny i niespodziewany zwrot akcji z finału. Jak widać to nie tylko w Polsce nie ma już prawdziwych dziennikarzy, ale to generalnie problem całego świata. Film miał premierę światową w styczniu, a w kwietniu już odbierają tobie wolność i przyjemność z oglądania. Cóż, jak widać najpierw trzeba urodzić się tak z 15 razy aby w tym czasie obejrzeć wszystkie filmy jakie wyprodukowano do chwili obecnej, i dopiero potem będzie można zaglądać na strony z newsami. Taki ich wybór. Ja się dostosuję.

A w maju wracam na Netflixa. Nareszcie...







****FILMY****

FILM MIESIĄCA:

Żywe cele ("Targets", 1968) - 7+/10. Okres New Hollywood to jednak pewniak jeśli chodzi o dobre, odważne kino. Mamy tutaj dwoje bohaterów: jeden z nich kupuje broń i rusza na miasto planując umrzeć, ale wcześniej chce zabić tylu ile tylko zdoła. Drugi to gwiazda kina, która właśnie podjęła decyzję o przejściu na emeryturę (w tej autotematycznej roli Boris Karloff). "Targets" to takie kino które z miejsca mnie kupiło. Od razu widać nieszablonowe podejście twórców do tematu tworzenia sztuki, i odwagę w montażu czy też innych środkach stylistycznych. Ale to przede wszystkim obraz wymagający. Tak, zrealizowany z ogromną dyscypliną, trzymający w surowym napięciu, ale jednocześnie będący zagadką dla widza. Szybko w mojej głowie pojawiła się myśl: "Niżej niż 7/10 tego nie ocenię. A jeśli dobrze wyjaśnią motywacje mordercy, to dam jeszcze wyżej". Dopiero ostatnia linijka dialogu uświadomiła mi, że tak naprawdę oglądałem zupełnie inny film, a motywacje mordercy mają śladowe znaczenie. Teraz będę myślał nad tym, co twórcy chcieli mi przekazać. Mogę wtedy nawet podwyższyć ocenę. GARRET POLECA!

poniedziałek, 17 kwietnia 2017

BrownSugar - portal VoD z czarnymi filmami + podcast!

"Across 110th Street"

Blaxploitation to nurt w kinie amerykańskim, który narodził się w latach 70. Powstawał dla widzów czarnoskórych - i był robiony niemal wyłącznie przez artystów o czarnym kolorze skóry. Były to filmy tanie, wypełnione muzyką funkową oraz soul, należały do kina klasy B. Quentin Tarantino oddał hołd temu podgatunkowi kręcąc "Jackie Brown", gdzie m.in zatrudnił gwiazdę blaxploitation Pam Gier oraz wstawił piosenkę Bobby'ego Womacka "Across 110th Street" z filmu pod tym samym tytułem, który powstał w 1973 roku. Jeśli kiedyś mielibyście ochotę poznać bliżej ten gatunek, najszybciej byłoby sprawdzić stronę VoD zwącą się BrownSugar, gdzie znajdują się wyłącznie filmy blaxploitation.


Spis treści: 
0:00 Otwarcie czarnego piwa (+bonus)
2:33 O blaxploitation słów kilka
12:09 Coffy
24:00 Black Dynamite

POBIERZ aby słuchać offline w wolnym czasie


poniedziałek, 10 kwietnia 2017

"The Knick" pokazuje, jak budować świat filmowy




Świat filmowy to z grubsza kostium, okres czasu i zbiór zasad, według których funkcjonuje cały tytuł. Jest to tylko tło, ale wciąż jest to element niezbędny. To tutaj określamy, czym bohaterowie oddychają - tlenem czy czym innym? Tutaj określamy, w jakim okresie żyją, i co mają na siebie założyć po wyjściu z domu - i czy domy już wynaleziono. Oczywiście, twórcy często pozwalają sobie na pewną pomoc, i korzystają z przyzwyczajeń widza. Jeśli kręcimy western, to możemy dać typowe, automatycznie generowane miasteczko z Dzikiego Zachodu. Widzieliśmy je już nieraz na ekranie, więc wiemy jak to działa. Nie trzeba nam tego przedstawiać. I w taki sposób powstał "Deadwood". Podobnie jest z całą masą różnych produkcji kostiumowych, które sprowadzają się do założenia aktorowi peruki, i w tym momencie twórcy mówią: "Wystarczy". Czasami jednak artyści tworzą taki świat, który zapada w pamięci. Ma ono swoją historię, duszę, a dla nas staje się nawet domem. Zrobiono to choćby w serialu "Babylon 5". A dziś chcę o tym napisać na przykładzie "The Knick".

poniedziałek, 3 kwietnia 2017

Widziałem w marcu dobre filmy. I seriale

W marcu korzystałem z ShowMax i HBO GO, więc poniżej zobaczycie trochę polskiego kina oraz wyczekiwaną notatkę o "It Follows", które w końcu dane mi było doświadczyć. Trwa też temat nadrabiania seriali. Chociaż nie obejrzałem do końca "Deadwood", to ukończyłem "Grę o tron", "The Knick" oraz "Olive Kitteridge". Do tego sporo cytatów i autorski poradnik "Jak być kobietą" napisany w oparciu o polskie filmy. Zapraszam do lektury.



****FILMY****



FILM MIESIĄCA: Ucieczka z kina "Wolność" (1990) - 8+/10. Powtórka. Trzeba przyznać, że jak Polacy nakręcą low-fantasy to nie ma chuja we wsi. Rabkiewicz pracuje jako cenzor filmowy, i z tego tytułu musi zmierzyć się z niespodziewanym zjawiskiem które ma miejsce w miejscowym kinie. Aktorzy na ekranie robią co chcą, a nawet przemawiają bezpośrednio do publiczności. Głowy muszą za to polecieć w socjalistycznej Polsce sprzed 1989 roku, a tym czasem Rabkiewicz odkrywa, że z przyjemnością spędza czas w kinie... Piętrowe metafory, alegorie i wyjątkowa atmosfera w której wszyscy tak po prostu akceptują, że aktorzy przemawiają z ekranu. Znajduję tu zarówno satyrę na ustrój polityczny który wtedy właśnie zdążył dobiec końca, jak i bogactwo przeróżnych przemyśleń na temat sztuki i kina szczególnie. A uwagi twórców pod tym kątem bardzo mi odpowiadają. Plus wyjątkowy humor ("No, i to jest właśnie polskie kino!") i Janusz Gajos, który może oglądać film, a i tak będzie to doskonały występ aktorski.


niedziela, 26 marca 2017

Cinema Post Cast - o moich doświadczeniach na studiach




SPIS TREŚCI:
00:56 - co studiowałem i dlaczego;
03:20 - pierwsze wrażenia na studiach;
04:40 - czym różnią się studia od liceum, gimnazjum i liceum;
10:18 - o oczekiwaniach nauczycieli wobec siebie i studentów;
17:14 - o minusach wykładów;
21:00 - najgorsze słowa jakie usłyszałem na studiach;
22:40 - ściąganie na studiach;
25:30 - w jaki sposób straciłem serce do studiowania;
27:00 - Tak. Można zmieścić w jednym zdaniu wszystkie błędy jakie nauczyciel może popełnić.
31:30 - jak udało mi się doznać absolutnej, doskonałej pustki;
35:30 - temat pieniędzy, czyli zgaduję ile nauczyciel zarabia na studiach;
39:50 - dlaczego w niedziele po wykładach zostawałem cztery godziny więcej na uniwersytecie;
45:13 - dacie wiarę, że udało się zepsuć coś jeszcze?




 POBIERZ (aby słuchać offline)

poniedziałek, 13 marca 2017

ShowMax - mały portal VoD. Moje wrażenia.



Najłatwiej jest opisać tę stronę jako malutki Netflix. Obie strony działają na podobnej zasadzie - płacisz miesięczny abonament (20 zeta) i masz nielimitowany dostęp do dostępnej tam zawartości. Filmy, seriale, dokumenty. Polskie, Brytyjskie, Azjatyckie, ze Stanów Zjednoczonych.

Interface jest przyjazny i czytelny, a katalog dostępnej zawartości można przeglądać, bez uprzedniego zakładania konta, pod tym adresem. Sama rejestracja wymaga podpięcia karty kredytowej, jest też opcja podpięcia konta PayPal, jednak do niego też musi być podpięta jakaś karta. Okres darmowego testu wynosi dwa tygodnie.

poniedziałek, 6 marca 2017

Widziałem w lutym dobre seriale. I filmy.

Luty to miesiąc w którym wcielam na poważnie mój plan na cały rok - czyli stawiam seriale na pierwszym miejscu. "Z archiwum X", "Stargate", "St. Elsewhere", "Friends", "House". Staram się nadrobić te produkcje, oglądając przynajmniej pięć najlepszych odcinków z każdego sezonu. Trochę filmów też widziałem w ciągu ostatnich tygodni, ale były to stare albo bardzo stare produkcje - mówię tu o etapie kina niemego. I nadal z przyjemnością odkrywam w tych latach tytuły, które potrafią mnie czymś zaskoczyć (np. "Kara" z 1920 roku). Obejrzałem też film nieco nowszy, bo z 1958 - "Dworzec centralny", wyprodukowany w Egipcie. Alternatywny Top 100 na Filmwebie doczekał się niedawno aktualizacji, więc i stąd wziąłem sobie parę tytułów do nadrobienia. Na koniec miesiąca aktywowałem darmowy okres na ShowMaxie, więc i stąd czerpałem materiał. Głównie polskie kino, oraz "Deadwood'. A filmem miesiąca został film z Australii.



niedziela, 26 lutego 2017

CinemaPostCast: rozmawiamy o Oscarach 2017



Gdzieś pod koniec grudnia (albo na początku stycznia) robiliśmy plany na przyszłe podcasty, wtedy pojawił się temat omówienia Oskarów. Tydzień temu Grześ zapytał się mnie:

Grzesiek: Garret, kiedy nagrywamy Oscary?
Garret: O kurwa. Zapomniałem.
Adrian: Jebać Oscary.

Nawet nie byłem świadomy, że do Oscarów został tydzień. Szybko Grzegorz nakreślił plan, potem jeszcze dwie osoby chciały z nami nagrywać, ale każda z nich miała inny wolny termin więc został Marcin i nagrywanie w czwartek, potem jeszcze nasz montażysta dźwięku musiał zrobić swoje, a potem Grześ śpieszył się z montażem właściwym byle tylko zdążyć z podcastem o Oscarach PRZED ceremonią.

Słychać to bardzo. Raz, że całość z 2h30min zeszła do zaledwie 1h54min, chociaż cięć przydałoby się zrobić o wiele więcej. Obecnie to brzmi, jakby w ogóle tych cięć nie było. Słucham Garreta i mam ochotę wyciąć co drugie zdanie które mówi.

Ale podcast jest i słucham go z przyjemnością.



SPIS TREŚCI:
00:00 Wstęp.
02:10 Omawiamy same Oscary oraz wyrażamy niezadowolenie z powodu afer wokół nagród.
12:55 Omawiamy poszczególne kategorie. Najlepszy film.
- 20:03 "La La Land"
- 28:00 "Moonlight"
- 32:00 "Manchester by the Sea"
- 38:00 "Hell or High Water"
- 40:00 "Lion"
44:40 Najlepszy aktor
59:40 Najlepszy reżyser
01:05:50 Najlepszy scenariusz
01:15:00 Najlepszy film zagraniczny
01:18:00 Najlepszy dokument
01:42:00 Najlepsze krótkie metraże
01:48:00 Podsumowanie


Jako ciekawostkę powiem, że wstęp wcale nie był wstępem. To pojawiło się podczas nagrywania mniej więcej drugiej godziny. Początkowo Grześ zapytał się mnie, czy mam jakąś historię na początek. Nie miałem, nie chcieliśmy czekać - a o tym, że mamy wstęp dowiedziałem się gdy włączyłem sam podcast.

poniedziałek, 13 lutego 2017

W kinie to DC póki co sobie radzi lepiej


Na początek skupmy się na samych filmach:



1 runda
"Iron Man" vs "Człowiek ze stali" (Man of Steele)

Tutaj łatwe zwycięstwo Marvela. "Iron Man" był solidny i satysfakcjonujący, ale to wystarczyło. Ponad to z perspektywy czasu okazał się ważnym i odważnym tytułem, który rozpoczął budowę filmowego uniwersum. Był jednocześnie znany i nieznany, oferując widzowi znajome rozwiązania prowadzące do czegoś, czego w kinie jeszcze nie mieliśmy. A "Man Of Steele" nie miał chyba jednej sceny która miałaby sens od początku do końca. Były pomysły, ale zabrakło ich skutecznej prezentacji. Punkt dla Marvela (1:0). 




2 runda
"Incredible Hulk" vs "Batman v Superman

Banalne zwycięstwo DC. Tym razem Marvel wychodzi z produkcją o której dziś nikt nie pamięta, a tym bardziej o tym, że to-to wchodzi w skład najbardziej dochodowej serii filmów w historii X muzy. Z kolei "Batman v Superman" odbił się szerokim echem wśród widzów. Był dogłębnie dyskutowany, podzielił widzów na tych którzy go nienawidzą do granic możliwości i takich, którzy go wielbią. Za ryzyko, jakie podjął, i własny styl. Sam widziałem go dwa razy i z przyjemnością wrócę do niego jeszcze raz. Punkt dla DC (1:1). 




3 runda
"Iron Man 2" vs "Legion Samobójców" ("Suicide Squad")

Jeszcze bardziej banalne zwycięstwo DC. Bo jednym jest zrobić słaby film o którym nikt nie pamięta - ale o wiele gorzej jest zrobić słaby film, o którym pamiętają wszyscy. Taki jest właśnie "Iron Man 2" - blockbuster z jedną sceną akcji, w którym uwaga widza celowo jest skupiana wokół kolejnych bzdur scenariuszowych (dalej mnie męczy to, jak IM w pojedynkę doprowadził do światowego pokoju w trzy dni. Powinni o tym film zrobić). A jednocześnie nie mam zielonego pojęcia o czym ten film był! A przecież wystąpił tam Sam Rockwell - powinienem raczej pamiętać kogo zagrał tak charyzmatyczny aktor, racja? Co by nie mówić o "SS" to przynajmniej pamiętam, kogo grał tam Will Smith. Punkt dla DC. 



Wynik 2:1 dla DC. Dwie kolejne rundy też raczej będą na korzyść DC, już teraz to przepowiadam. "Wonder Woman" będzie lepsza niż "Thor" a "Justice League" będzie dużo lepsze od "Kapitana Ameryki". Wątpię, bym któryś obejrzał, ale to Internet. Tutaj nie muszę oglądać by wydawać wyroki. 


poniedziałek, 6 lutego 2017

Garrety & Rezy 2016. Podsumowanie filmowe roku



Rok 2016. Rok w którym wróciliśmy do grania w Pokemony. Rok tzw. Brexitu. Rok, w którym Polska mogła wygrać Mistrzostwa Europy w piłce nożnej. Rok, w którym media niemieckie milczały o gwałtach w Niemczech. Rok, w którym Amerykanie podczas elekcji prezydenckiej mieli tak marny wybór, że głosowali na martwego orangutana. Rok, w którym odwołano prezesa Telewizji Polskiej, by następnie w drodze konkursu wyłonić nowego prezesa... Którym stał się poprzedni prezes.

Działo się. Oj, działo się. A my w tym czasie woleliśmy siedzieć w domu i oglądać filmy i seriale. Bo jesteśmy kinomanami. Kinofilami. I skopofilami. A mijający rok był dla nas bardzo dobry.

Szczególnie dla polskiego kina, z którego spokojnie można było ułożyć Top 10 najlepszych filmów roku (i żaden z nich nie stał się polską kandydaturą do Oscara). Ale nie mogli narzekać również fani horroru, animacji, kina superbohaterskiego czy takiego z interesującymi kobietami. Najlepiej mieli po prostu... miłośnicy X muzy, bo filmów które zyskały swoją wierną bazę fanów było w tym roku bez liku. Ja swoje podsumowanie roku mogłem robić już w październiku, bo wtedy miałem gotowy Top 20 mijającego roku. A najwazniejsze premiery dopiero miały wypłynąć... O tak. Ten rok był najlepszy od czasu 2007 roku. A może nawet 1974? Ja sam przekroczyłem granicę którą sobie ustawiłem, by w rankingu rocznym było tylko 20 pozycji. Było ich za dużo, musiałem rozszerzyć zestawienie. A mogło być ich dużo więcej. Wystarczy nadstawić ucha i usłyszymy głośne zachwyty nad wieloma tytułami, których u mnie nie zobaczycie. "Nocturnal Animals"? "Deadpool"? "Ostatnia rodzina"? "Zwierzogród"? "Łotr 1"? "Cloverfield Lane 10"? "Kubo and the Two Strings"? "Służąca"? "Hell or High Water"? "Toni Erdmann"? "Przełęcz ocalonych"? Dla wielu podsumowanie 2016 roku nie może istnieć bez tych tytułów. A u mnie jest blisko trzydzieści które oceniam wyżej od nich. I oczywiście, nadal w Internecie są głosy, iż mijający rok był do bani, i nie było co oglądać.:)

Przez ostatnie dwanaście miesięcy uczyliśmy się wielu przydatnych rzeczy, takich jak budować bazę fanów na nienawiści i kłótni (remake "Ghostbusters"), że departament obrony musi usiąść na dupie bo ma za dużo zabawek ("Nowy początek", "Legion samobójców"), technologia 4DX może mieć sens (remake "Siedmiu wspaniałych"), do królika nie można mówić "króliczku" ("Zwierzogród"), socjalizm jest do bani ("Ja, Daniel Blake"), gwałt na facecie może być zabawny ("Bandyci i aniołki"), Rumunia i Polska są bardzo do siebie podobne ("Nieprawi", "Sieranevada", "Egzamin") i by zawsze oglądać film do końca - nawet gdy przez pierwsze 70 minut masz ochotę wyrywać krzesła z sali kinowej ("24 tygodnie").

Tak więc zapraszam. Oto:


Garretowy
Top 30,5 (!!!)
Najlepszych filmów 2016 roku


poniedziałek, 30 stycznia 2017

Widziałem w styczniu dobre filmy i seriale

Styczeń, czyli tradycyjnie miesiąc Oscarowy i poświęcony nadrabianiu nowości z ubiegłego roku. Już za tydzień podsumowanie wszystkiego co wyszło w 2016 roku, i czuję się przygotowany. Tymczasem zapraszam na niewiele ponad 10 notatek o filmach i garść poświęconych serialom. Niewiele oglądałem. Dobrze, że nie jestem studentem, mogłem oglądać jeszcze mniej...







FILM MIESIĄCA: Manchester by the Sea (2016) - 8+/10. Lee Chandler pracuje jako dozorca. Prowadzi monotonne życie z którego wyrywa go jeden telefon - bohater natychmiast opuszcza miasto by wrócić do brata. Ten jednak umiera zanim zdążyli się spotkać. Teraz pozostaje dokończyć wszystkie sprawy i dopełnić ostatnią wolę zmarłego. Na papierze brzmi to dla mnie nieciekawie, podczas seansu jednak - było w tym wszystkim COŚ. Coś, czego jeszcze nie umiałem zidentyfikować... do czasu. Wtedy nazwałem to roboczo "ciężarem". Jest w tej opowieści coś ciężkiego i ukrytego świadomie. Czułem to podskórnie, a przez to czekałem w jaką stronę całość się rozwinie, i o czym to jest tak naprawdę opowieść. Po seansie mogę powiedzieć, że jest to przeciwieństwo "Patersona", zarówno formalne jak i w nastroju. "Menchester..." to taki chujowy "Paterson". Gdzie u Jarmusha było zwykłe życie pozbawione wydarzeń o których będziemy pamiętać za rok, a cały seans jest niezwykle pozytywny i optymistyczny, tak poznawaniu losu Chandlera towarzyszył mi nieustający dołek. Tutaj są zdarzenia które zostawiają blizny na całe życie, a ogólna wymowa jest taka, że nie ma sprawiedliwości na tym świecie. Są rzeczy, które nigdy nie zostaną naprawione, a ból nigdy nie zniknie. Pozostaje tylko akceptacja i dalsze życie, ale one tak naprawdę niczego nie zmieniają. Każda następna chwila będzie prowadzona ze świadomością tego, ile nosimy na swoich barkach, i to będzie trwać aż do śmierci. A potem nic już nie będzie. Jeśli wynika z tego seansu coś pozytywnego to tylko zapewnienie widza, iż taka postawa wciąż jest istotna. Z tego też może wyniknąć coś dobrego.

poniedziałek, 23 stycznia 2017

Podsumowanie muzyczne 2016 roku Garreta Rezy

Moje ulubione piosenki 2016 roku. 
Kolejność bez większego znaczenia.



Ale "Redbone" i "Higher" jest uczciwie na szczycie.

wtorek, 17 stycznia 2017

Podsumowanie osobiste 2016 roku. Nowy tryb życia




Uwaga - to nie jest podsumowanie najlepszych filmów ubiegłego roku, ani w ogóle nie robię tutaj żadnych rankingów. Na wybór najlepszych piosenek, seriali i produkcji fabularnych przyjdzie jeszcze czas. Teraz chcę napisać o tych rzeczach które działy się ostatnio w moim życiu, a nie są prywatne.

2016 rok był dla mnie bardzo ważny. Nie tylko dlatego, że obejrzałem "The Shield", skończyłem pisać scenariusz filmu fabularnego "Kara ludzka" oraz pojechałem pierwszy raz na Festiwal Pięć Smaków. Istotny jest też fakt, że zacząłem studia. A to wpłynęło na mój tryb życia. 

Moją aspiracją było bycie lepszym człowiekiem, więc wybrałem kierunek garretyzacji, gdzie uczę się takich rzeczy jak garretyka oraz garretologia. Będę lepszym Garretem. Same studia to temat na oddzielny tekst (a nawet podcast, od lat 18) - w skrócie jest to nadal żart z edukacji. Ale w porównaniu do szkół podstawowych i średnich to jest tak gigantyczna różnica, że nie mam problemu z płaceniem za nie. Wybrałem formę niestacjonarną, i dojeżdżam co drugi weekend na uniwersytet, gdzie siedzę 12 godzin dziennie, od piątku do niedzieli.

Dodać do tego pracę w ciągu tygodnia... To musiało wpłynąć na mój rytm życia. Ale znalazłem sposób, by pogodzić ze sobą różne elementy. Własne teksty, wizyty na siłowni, filmy, gry, seriale, muzyka, nauka, filmiki z YouTube (tak, one też zajmują sporo czasu, to poważna sprawa) oraz sen czy jedzenie. Muszę w końcu zacząć kiedyś tyć. Przynajmniej więcej ćwiczę, to mam większy apetyt. Wykorzystuję wolny czas w pracy by się uczyć, i zejdę też na koniec na te pół godziny, by poćwiczyć na miejscu. Po powrocie do domu nie mam już problemu by zjeść i zasiąść do pisania. Zacząłem iść spać dosyć wcześnie teraz. Jak tylko czuję zmęczenie to idę do łóżka, na przykład około 21. I wcześniej. Potem budzę się o piątej nad ranem, albo o czwartej... i wcześniej. Co ciekawe, wyeliminowało to moją potrzebę drzemki w trakcie dnia. Wcześniej w ciągu roku zasypiałem zaraz po powrocie z pracy, a nawet w pracy często miałem ciężkie powieki. Teraz śpię w nocy mniej niż potrzebuję, a mimo to moje potrzeby są zaspokojone.

Budzę się sam, bez budzika. Leżę w łóżku, słuchając podcastów z YT na telefonie, bez stresu. Czasami leżę tak i godzinę, zanim się podniosę. W autobusie staram się uczyć. Kiedyś miałem problem z podróżami, co powoli mi znika. Na studia jeżdżę godzinę w jedną stronę, często po powrocie od razu kładę się spać by następnego dnia tylko wstać bez śniadania i jechać na wykład. Akceptuję to, tak po prostu. Słucham wtedy muzyki. Nie mam nawet problemu by pojechać do Warszawy na weekend teraz, gdy odkryłem, iż mogę tam wygodniej i szybciej dotrzeć przy pomocy ciuchci. Dzięki temu byłem na Pięciu Smakach przez weekend. Pracę skończyłem o 15:15, autobus odjechał o 16:05 do ciuchci, do której jechałem półtorej godziny, o 17:41 odjazd do stolicy w której byłem o 20:10. A mój pierwszy seans zaczynał się w ramach festiwalu o 20:30. I wszyscy byli zadowoleni. Ja sam nie czuję się dziwnie z tym, że wychodzę spakowany do pracy o 7 w piątek by wrócić do miejsce gdzie mieszkam w niedzielę po południu.

Gry ostatnio bardzo potaniały, i regularnie moja kolekcja powiększa się. Ale gram coraz mniej tak naprawdę. Rok 2016 to był rok głównie produkcji typu tower defense: "Gem-Craft: Chasing Shadows" (54,1h), "DeathTrap" (40,6h), "Ancient Planet" (18,2h), . Do perełek zaliczę zdecydowanie "Talos Principle" (18h, dodatek zakupiony, więc będzie jeszcze - arcydzieło gier logicznych i jedna z najlepszych przygód jakie miałem przyjemność przeżyć przed monitorem!), "Binary Domain" (12h, fenomenalny TPS ze znakomitą fabułą). Ciesze się, że przeszedłem też "Life is Strange" (14,2h) oraz "Zombie Driver HD" (14h), 

Grałem oczywiście więcej, ale tylko na powyższe tytuły poświęciłem więcej niż 10 godzin. Wciąż moim wyrzutem sumienia jest "Counter Strike: Global Offensive", w który chcę grać, ale jednocześnie nie mogę porządnie przysiąść, by wyrobić sobie jakąś stałą formę. Zamiast tego od czapy gram kilka meczy, idzie mi średnio, spada mi ranga, i znowu nie gram przez dwa tygodnie...

Podczas tych świąt kupiłem zaledwie dwa tytuły, zadowalając się graniem w to co już posiadam. Będę musiał przeznaczać teraz wolne weekendy na granie, by się wydostać z tego dołka. 

Czegoś w tym wszystkim brakuje, prawda? Filmów, seriali... i muzyki, tak naprawdę. Niewiele słuchałem w porównaniu do lat wcześniejszych. Mam ochotę grać, ale przecież muszę coś oglądać, prawda? Seriale potrzebują o wiele więcej czasu, a filmy... można połykać. I wygląda, jakbym codziennie coś oglądać, gdy w rzeczywistości miałem bardzo długie okresy, gdy niczego nie włączałem. A potem oglądałem przez kilka dni po parę tytułów na dobę i potem manipulowałem przy dacie obejrzenia na filmwebie tak, by wyglądało jakbym oglądać jeden film dziennie.

Ale dobra, pomówmy o filmach oglądanych w 2016 roku. Liczę z powtórkami, więc było ich w sumie 394 przy średniej 5.94 (dla porównania lata wcześniejsze: 2015 - 340 przy średniej 5.65; 2014 - 279 przy średniej 5.84). Nie licząc nowości i tytułów które dopiero teraz mają swoją polską premierę, najlepiej wspominam odkrycie (przez przypadek) filmografii Mikio Naruse, czyli kolejnego Azjaty który tworzył jeszcze w epoce kina niemego, potem przeniósł się płynnie do dźwięku, tworzył wspaniałe kino... I dziś nikt o nim nie pamięta. Do tej pory obejrzałem trzy tytuły od niego - "Gdy kobieta wchodzi po schodach" zdecydowanie najlepsze. W dalszej kolejności bardzo pozytywnie wspominam: "Szczególny dzień" (precyzyjny melodramat), "Skrzydła motyla" (takie kino właśnie chcę oglądać!) Poczyniłem też liczne powtórki: "Broken Flowers", "Stalker", "Tokio Story"... Ale najlepszą decyzją było zdecydowanie danie drugiej szansy dla "Furmana śmierci". Doskonały tytuł, który bardzo zyskał w moich oczach po latach. Czyżby pierwsze arcydzieło w historii kina?

1/10 - 1 ("Lichwiarz". Wczesny Chaplin to nie ten sam włóczęga co w pełnych metrażach)
2/10 - 7 (np. "Pilecki". Niewiele się denerwowałem w tym roku. Dobrze!)
3/10 - 7 (było źle, ale też śmiesznie. "Bitwa Warszawska" czy też "Córki Dancingu")
4/10 - 19 ("Awaria". Sporo niespełnionego, pozbawionego celu i kreatywności tytułów)
5/10 - 79 (tytuły o których zapomniałem następnego dnia. Jak "Deadpool" czy "Jason Burne")
6/10 - 148 (najpopularniejsza ocena. Poszła m.in. do kiczowatego "Obrońcy")
7/10 - 109 (od "Człowieka scyzoryka" po "Boginię", szalenie zróżnicowana lista tytułów. Wspaniały rok!)
8/10 - 21 (głównie powtórki, jak "Bez przebaczenia", ale też sporo nowości z ubiegłego roku!)
9/10 - 1 (jeśli macie możliwość oglądania "Stalkera" w kinie, skorzystajcie!)
10/10 - 1 (włączam "Clerks" około północy by obejrzeć jedną scenę, a oglądam do końca, i to po raz 40 albo 50 - dycha jak w butach!)

Obecnie nie mam nigdzie zakupionego abonamentu. Ani Netflix, Hulu czy Filmstruck. Nie mam czasu, by korzystać. A przecież do Polski zajrzał Amazon Prime, znajomy pokazał mi portal VoD BrownSugar, który też chcę sprawdzić... Nie mam czasu, by wykorzystać darmowe okresy próbne tych stron. W najbliższym czasie to się nie zmieni, koniec roku i podsumowania, więc mam ochotę oglądać nowości. 

A potem... myślę, że w 2017 roku odpuszczę filmy. I skupię się na serialach. Oczywiście, pojawię się na paru festiwalach, i czasem coś obejrzę, ale jednak mam dosyć tego próbowania zadowolenia wszystkich rejonów naraz. Spróbuję specjalizacji. "Gra o tron", "Z archiwum X", "Stargate", "Kochane kłopoty"... Te i wiele innych produkcji obejrzałem zaledwie po jednym lub dwóch sezonach. To się musi zmienić, i w 2017 roku dokończę w końcu co zacząłem. Raz a dobrze. Jak więc chcecie, to polecajcie. Obejrzę wszystko, byle to była uczciwa rekomendacja. Taka, którą moglibyście mi dać nawet i za rok. Nie chcę słyszeć o tytułach które ostatnio obejrzeliście "i są całkiem dobre". Takie produkcje dopiero przede mną, bo wciąż mam za uszami tytuły które są legendami telewizji. Na pierwszy ogień pójdzie "M*A*S*H". Może "Tyler Mary Moore" od razu zacznę... Tak czy siak, 236 seriali mam do obejrzenia. Zróbmy coś z tym!

Ale w ubiegłym roku jednak coś obejrzałem! Dokończyłem ostatnie pięć sezonów "The Shield", które zgodnie z obietnicami Internetu okazało się jednym z najważniejszych przeżyć jakie dostałem od kina w swoim życiu. Głębiej poznałem "All in the Family", fenomenalny sitcom z czasów gdy śmiech widowni był nagrodą dla artysty na scenie. Plus, to właśnie w tej produkcji pojawia się najprawdopodobniej mój ulubiony żart wszech czasów. Obecnie mam za sobą 54 epizody tej produkcji (pierwszy sezon + po pięć najlepszych odcinków z każdego kolejnego sezonu). Dzięki polskiemu Netflixowi obejrzałem też dokumenty Kena Burnsa - 14-godzinny "The War" o WW2 ze strony USA, oraz trzy godziny o "Prohibicji" (co okazało się cholernie interesującym i znaczącym tematem!). Zaryzykowałem i okazało się, że seans "Gravity Falls" było strzałem w dziesiątkę. Podobnie z "Kochanymi kłopotami". Piszę poważnie.

Warto też wspomnieć o "I nie było już nikogo" (trzygodzinna ekranizacja Agathy Christie, która wywalczyła sobie prawo do uznania jej, pomimo setek podobnych adaptacji), "Steings: Gate" (świetnie wykorzystany koncept człowieka wobec podróży w czasie). Obejrzałem "The Hooneymoners", jeden z pierwszych seriali w historii telewizji (i pierwowzór naszych "Miodowych lat") który średnio zniósł upływ czasu, "One Punch Man", pierwszy sezon "Fargo", "Over the Garden Wall". Powtórzyłem sobie pierwszy sezon "MacGyvera" i bawiłem się przednio!

Nie zawiodłem się też na ciągach dalszych znanych mi seriali - trzeci sezon "BoJacka" dostarczył mi tyle ile potrzebowałem, "Scream" przewyższył moje oczekiwania prowadząc wciągającą i energetyczną opowieść z clifhangerem na końcu prawie każdego odcinka (a potem dostarczył znakomity dwugodzinny Halloween Special). Dwudziesty sezon "South Parku" to raczej oczywistość. Ta produkcja zawsze będzie genialna. A biorąc pod uwagę, że twórcy cały czas robią coś nowego, próbują nowych rzeczy, i wychodzi im to tylko lepiej... Są konkurencją tylko dla samych siebie. I biorą z tego użytek. Siódmy sezon "Archera" był w porządku. Jak cały serial. Bawi mnie, a potem o nim zapominam. Dziwna rzecz.


Najlepszy żart jaki zrobiłem w ubiegłym roku:

1) Gdy troll w Internecie otwiera paszczę: "Żeby móc obrażać ludzi nie musisz płacić za Internet. Wystarczy, że będziesz siedzieć w oknie i trochę podnosić głos na przechodniów. Więcej będziesz mieć na narkotyki i alkohol. Profit. Wesołych świąt."

2) Opis "Rzymskich wakacji" (1953): "Halo, Ameryka? Odbudowaliśmy Rzym. Weźcie zróbcie o tym film z wielkimi gwiazdami; I co one tam będą robić?; Nie wiem, k****, spacerować"

Pewnie coś pominąłem, ale to się dopisze. Tak czy siak - zacząłem studiować, zacząłem nagrywać podcasty, myślę o podbiciu świata, napisaniu przynajmniej jednego kolejnego scenariusza (i nad poprawą wcześniejszych), olaniu filmów i nadrobienia seriali.

poniedziałek, 9 stycznia 2017

Cinema Post Cast; rozmawiamy o Scope 100




Czym jest inicjatywa Scope 100 (dawniej Scope 50)? Dlaczego wcześniej o niej nie słyszeliście, dlaczego powinniście i jak się dostać tam, by oglądać filmy za darmo. Nie dowiecie się tylko, czemu znowu Garret brzmi jakby mu było zimno.

Jedna uwaga na początek: my chcemy słyszeć/czytać wasze komentarze. Nie prosimy o to, bo uznajemy to za oczywiste. Jesteśmy otwarci też na różne formy współpracy. Tylko musicie nabyć drogą kupna mikrofon.


Wystąpili:
Garret Reza (wokal, reżyser, w Scope od trzech lat)
Lucky Luke (Adrian, montaż, montaż dźwięku, wokal, producent, w Scope od dwóch lat)
PiQ (Grzegorz, wokal, w Scope od roku. A tak naprawdę to od listopada. Listopad nie był rok temu. Znaczy był, ale inny)
i Ania. Po prostu, Ania. Albo garpik.


Spis streści:
2:00 - co to Scope? Jak wygląda organizacja i korzystanie?
13:38 - jak wyglądała pierwsza edycja i czemu dla Garreta Scope skończył się na "Magical Girl"? Mówimy też trochę o innych tytułach z tamtej edycji.
20:58 - jak wyglądała druga edycja i czym jest "film ambientowy"? Wygrała wtedy "Blokada", ale kilka słów było też o innych, biorących udział w plebiscycie.
26:14 - jak wyglądała trzecia edycja i czym różniła się ona od poprzednich i czym wyprowadziła z równowagi Adriana? I ile to jest 159 odjąć 12? Wygrał "Red Turtle", ale mówimy o tytułach które nam się spodobały, czyli: "Ornitolog", "After Love" czy "Serce z kamienia".
51:00 - jak powinno się przetłumaczyć "Heartstone"?
59:00 - podsumowanie! A trochę dalej - bloopersy.



https://archive.org/download/Scope_201701/Scope%20250_01.mp3

poniedziałek, 2 stycznia 2017

Widziałem w grudniu dobre filmy. I seriale.

Czyli co oglądałem w ciągu ostatniego miesiąca. Dwa słowa o każdym z nich - w tym odcinku o nowym sezonie "South Parku", cztery części "Star Wars" (w tym "Łotr 1"), nowy film Jarmuscha ("Paterson"), Ben Affleck z autyzmem ("Księgowy"), sequel "Gdzie jest Nemo" ("Gdzie jest Dory"), wciągający thriller ekonomiczny "Zakładnik z Wall Street", nowa część "X-Men" ("Apocalypce"), ostatni film Andrzeja Żuławskiego ("Kosmos") i inne.



Paterson (2016) - 8+/10. Adam Driver gra Patersona,

kierowcę (ang. driver) autobusu, w mieście Paterson. Każdy dzień jego filmowego życia znaczy codzienność - ulubione płatki na śniadanie, rutynowa praca, obiad w domu, spacer z psem podczas którego zaglądamy do baru na piwo. Z ulgą oznajmiam jednak, że jest to wciągający i ciekawy film - głównie dlatego, że reżyser nie zostawia tutaj miejsca na zbędne elementy. Każdy pojedynczy element na ekranie jest przemyślany, istotny i zwraca naszą uwagę. Zwykły spacer oglądamy więc z uwagą, bo wiemy, że on do czegoś prowadzi (badum-tss). Nie doświadczamy tutaj tzn. "zabijania czasu". Plejada detali jest tak bogata i różnorodna, że dla każdego pierwszy seans będzie trochę innym doświadczeniem - i dlatego warto oglądać "Patersona" w towarzystwie. Nie tylko po to by wymienić się przemyśleniami oraz interpretacjami, ale także po to, by zwrócić czyjąś uwagę na jakiś detal, który tej osobie umknął. Na przykład, że aktor którego Paterson spotkał na spacerze w niedzielę - on musiał wyjść z tego samego powodu co nasz bohater, prawda? W poniedziałek z kolei żona Patersona opowiada swój sen, w którym były bliźniaczki. W środę Paterson po pracy spotyka młodą dziewczynkę, poetkę -piszącą w podobnym stylu co nasz kierowca... Która okaże się mieć siostrę. Bliźniaczkę. Co to znaczy? CZY to coś znaczy? Gdy wspomniałem o tym znajomemu ten uświadomił mi, że motyw bliźniaków wraca wielokrotnie przez cały film, w tle. I ma to związek z inspiracją prozą poety Williama Carlosa Williamsa. Im więcej myślisz o "Patersonie" tym więcej dostrzegasz w konstrukcji filmu, jak precyzyjnie jest on zaplanowany. Podczas pierwszego seansu zwróciłem już uwagę na to, że wydarzenia co najmniej trzech dni są zapowiedziane poprzedniego dnia ("Paterson, a ty masz komórkę?"). Seans zostawia z pytaniami, intryguje, rozgrzewa i inspiruje. Udaje mu się oddać czar rzeczywistości - w trakcie oglądania wyczekiwałem powrotu do tych codziennych smaczków, jak choćby podsłuchiwanie rozmów pasażerów w autobusie. Znalazłem w tym przyjemność. A na koniec - "Paterson" ma normalną historię, która budowana jest przez cały czas trwania. Znalazłem tu ten sam haust oddechu co w filmie "Wonder Boys". Ale u Jarmuscha jest o wiele więcej - tylko jeszcze tego nie rozumiem. W mojej ocenie - zdecydowanie najlepszy film jaki trafił do polskiej dystrybucji kinowej w 2016 roku.