wtorek, 29 września 2015

"Młodość" (7/10)

Opowieść o artystach odpoczywających w kurorcie dla elity. Każdy z nich ma jakiś problem - szuka inspiracji, albo pracuje nad kolejnym filmem. Ktoś inny przygotowuje się do roli, inni zdają się tu być bez żadnego powodu.

Jest to film zarówno słabszy jak i lepszy od "Wielkiego piękna", produkcji tego samego reżysera sprzed dwóch lat. Zachowano tutaj piękny język obrazu przy większej roli scenariusza. Dzięki temu ogląda się to lepiej, ale wyżej cenię "Grande Bellaza". Podobnie jak wtedy, w "Młodości" jest dużo ruchu, a szyk i klasa tego świata wyrażana jest poprzez montaż, reżyserię, rytm, muzykę, kolory, barwy, kobiety i ubrania które noszą. Ogląda się to z przyjemnością, ale tym razem jest tego mniej. I jest to bardziej zwyczajne. Zdąża się często jakaś statyczność, bezruch. Szkoda.


środa, 23 września 2015

Najlepsze filmy z 1957 roku. Najlepszy rok w historii?

Ten rok był wyjątkowy. W Polsce zaczęto m.in. produkować Syrenę, wydawać pierwsze pismo dla polskich dziewcząt o logicznej nazwie "Filipinka", premierę zaliczyli również "Tytus, Romek i A'Tomek" (jeszcze za pośrednictwem "Świata młodych"). Postawiono też pierwszy pomnik ku pamięci Powstania Warszawskiego oraz Armii Krajowej, zaprzestano cenzurowania tamtych wydarzeń.


poniedziałek, 21 września 2015

"Kanał" (8+/10)

Wojenny, 1957


Minęło zaledwie 13 lat od wydarzeń z 1 sierpnia 1944 roku. W tym czasie Stalin stwierdził, że zatrzyma jazdę na zachód i pozwolił Polakom i Niemcom się pozabijać, a potem sam najechał zniszczoną stolicę Polski, gdy Powstanie Warszawskie dawno się skończyło. Potem były różne inne cuda o których nie mówią w szkole - Inka, Żołnierze Wyklęci, PRL Liczy się teraz tylko to, że o Powstaniu nie można było gadać, bo to w złym świetle stawiało Sowietów. Do '57 roku zdążyło się wydarzyć kilka innych ciekawych rzeczy, w tym śmierć Stalina, które doprowadziły do odwilży gomułkowskiej, i z grubsza to z tego powodu można już było mówić o tamtym okresie w historii Polski. Wieszcz nasz narodowy, Andrzej Wajda, wykorzystał okienko i nakręcił od ręki arcydzieło o ostatnich chwilach z życia powstańców.


sobota, 19 września 2015

"I am Wating" (7/10)

Neo-Noir, 1957


Film obejrzany z doskoku. Tamtego dnia miałem już za sobą jedną poważną produkcję z '57 roku, i nie miałem ochoty na kolejnego Bergmana albo innego Wajdę. Padło na coś, co chciałem obejrzeć, bo miałem do tego dostęp... I tyle. Azjatycka produkcja, która ma niewiele ocen, ale żadna nie wskazuje na to, że stracę czas oglądając go. Zresztą, ile będę miał okazji, by z tak odległych lat zobaczyć coś, co nie powstało w USA?

"I am Waiting" zaczyna się od spotkania. Mężczyzna widzi nad rzeką kobietę, niczym Tramp w "City Light". Nawet nie jest powiedziane, że tu w grę wchodzi samobójstwo. Kobieta jest cała zmoczona, wydaje się zagubiona, bohater zaprasza wiec ją do swojego baru, o tej porze już wyludnionego. Niewiele może dla niej zrobić, ale dowiadujemy się przynajmniej, co się stało. Pracowała w klubie nocnym u gangstera jako jazzowa śpiewaczka , jeden z jego pomagierów chciał się do niej dobrać, wiec zdzieliła go wazonem w twarz i teraz myśli, że go zabiła. Nie może wrócić, wiec czeka. Bohater również czeka, na list od swojego brata który wyjechał rok temu do Brazylii. Chce do niego dołączyć i zaczął się niecierpliwić, wysłał wiec do niego kilka wiadomości. Sprawy się komplikują, gdy te wracają do adresata nienaruszone, a gangster wpada na trop swojej własności.




środa, 16 września 2015

"Białe noce" (7/10)

Romance, 1957


Marcello Mastroianni wracał razem z przyjaciółmi po bliżej nieokreślony spotkaniu. W sumie nie wiadomo, co tam się działo: czy było to poważniejsze spotkanie, a może dzień jak co dzień? Wiadomo tylko, że Marcello o tak późnej porze nie ma ochoty wracać. W przeciwieństwie do tego co było wcześniej, nie ma ochoty by milczeć. Chce rozmawiać. Rusza więc na spacer i szuka bratniej duszy.



niedziela, 13 września 2015

Hulu - beznadziejny portal z filmami, którego potrzebuję w swoim życiu

Garret Netflixem żyje, ale nie do końca. Jeśli obserwujecie mojego bloga i oceny jakie wystwiam na FW oraz RYM to zauważyliście, że ostatnio sporo obejrzałem też na innej stronie. Warto się nią zainteresować, dlatego o niej wam opowiem.


Dostępny wyłącznie dla USA portal będący główną konkurencją Netflixa, różniący się tym, że jest tam zawartość która można oglądać za darmo oraz nowe odcinki serialu pojawiają się szybciej niż u konkurencji. Do tego dochodzi różnica w katalogu oraz...

BEZNADZIEJNY UKŁAD

Mogę narzekać, że ostatnio Netflix wprowadził kilka zmian w drobny ujemny sposób wpływające na czytelność - ale w porównaniu do Hulu to kurwa mać! To jak stary Filmweb zawierający wszystkie niezbędne poprawki w stosunku do obecnej wersji, połączonej z tymi wszystkimi innymi okropnym layoutami które są na YouTube, Facebooku czy ostatnio na last.fm

Piraci będą mieć w tym miejscu ubaw po pachy, jak daleko Jednorożce mają pokomplikowane życie by coś legalnie obejrzeć.

????

czwartek, 10 września 2015

"Człowiek na torze" (7/10)

Drama, 1957


Polski "Obywatel Kane" - z nieznanych przyczyn maszynista z długoletnim stażem ginie pod kołami pociągu. Przełożeni zastanawiają się, co tam takiego się wydarzyło? Czy był to akt sabotażu? Ktoś go wepchnął? Sam się rzucił? Kolejni współpracownicy zdają relacje, wspominając jak wyglądała ich znajomość z tajemniczym mechanikiem. Z ich opowieści wyłania się obraz niezwykłego człowieka...






Legendarny polski reżyser Andrzej Munk debiutuje w długiej formie, dedykując swój obraz polskiej kolei. Miłość do niej sięga jeszcze początków XX wieku i szkoły Warszawsko-Wiedeńskiej. Widz dowie się, jak wyglądały procedury prowadzenia parowozu, ile pracy wymagała bezpieczna jazda. Obejrzy przy okazji jak wyglądała Polska w tamtym okresie, gdy już było można spodziewać się zmian na gorsze. A przede wszystkim, pozna on maszynistę Orzechowski - człowieka, dla którego prowadzenie tego szczytu techniki było najwyższym zaszczytem i niezmiennym sensem życia. Usłyszy opowieść której mottem jest ta niezmienna prawda: "Jedynym kryterium moralnym jest to, jak wykonujesz swoją pracę".

Zawodzi niestety fabuła, czy raczej główny temat: co tam tak naprawdę zaszło? Może to przez fakt, iż oglądałem drugi raz, ale miałem wrażenie, że twórcy nie starali się jakoś ukryć prawdy i zakończenie było całkiem oczywiste. Gdy już zaczęło im na tym zależeć, było już za późno, a i starania nie należały do udanych. Przez to zabawa w kotka i myszkę, ta udawana ciekawość, to wszystko mnie nudziło. Od początku było wiadomo, co się stało i dlaczego - a przez to, jaki jest morał tej opowieści. Dlatego oczekiwanie, aż sam film do tego dojdzie, po prostu meczy. Poza tym nielogiczne jest to, że w przypadku takiego zdarzenia zaczynają słuchać opowieści o przeszłości głównego podejrzanego. Taka konstrukcja fabularna mogła być zrealizowana lepiej. Trudno jednak nie doceniać tego doskonałego filmu - to w końcu Klasyk polskiej kinematografii.

Film można zobaczyć legalnie na kanale studia TOR na YouTube (pamiętajcie, żeby wyłączyć adblocka):




poniedziałek, 7 września 2015

"Zmierzch nad Tokio" (7/10)

Melodrama, 1957


Filmy Ozu do tej pory określałem w podobny sposób: proste, oparte o banalny pomysł, pozytywne i ponadczasowe. Tylko to ostatnie dotyczy "Tokyo Twilight", które jest wyraźnie dłuższe, bardziej rozbudowane... I nawet, można rzec, skomplikowane. Przynajmniej w pewnym stopniu. Przez pierwszą godzinę nie bardzo potrafiłem te scenki złożyć do kupy pod wspólnym szyldem, pomysłem. Na dodatek, niektórych aktorów ze sobą myliłem, co nie pomogło mi w połapaniu się, kto jest kim i jakie są między nimi relacje. Narracja jest wolna i bardzo ostrożna we wskazywanie kierunku. Coś jest budowane, ale nie mogłem tego sprecyzować. Kolejnym utrudnieniem jest to, że postaci u Ozu zaczęły kłamać, i robić temu pochodne czynności. Przemilczą pewne elementy, milczą w ogóle, albo i wybierają ucieczkę w udawaną bezinteresowność niż konfrontację.



piątek, 4 września 2015

"Awatar: Legenda Aanga" (8+/10) Jedna z moich największych przygód filmowych!

6 rzeczy, które musicie wiedzieć o "Awatarze"



1. Rozkręca się po szóstym odcinku

Ale od drugiego sezonu to dopiero się dzieje!


2. Jest to produkcja całościowa

60 epizodów trzeba zobaczyć i ani jednego nie opuścić.


3. To nie jest anime

Produkcja jest amerykańska i ma zupełnie inną kreskę oraz styl. Jeśli to zaliczacie do anime, musicie też tak zrobić z "Królem Lwem", "Iniemamocnymi" oraz "Alicją w krainie czarów". W ogóle wszystko co rysowane dajcie pod anime , by się wam mózg nie zmęczył. "Mona Lisę" też.


4. To nie jest produkcja dla dzieci.

Została napisana tak, by była zrozumiała dla dzieci, to wszystko. Jeśli chcecie to włożyć do szufladki "wyłącznie dla dzieci" to trylogię "Władcy pierścieni" też. I będziecie wtedy bliżej prawdy, bo "Awatar" jest tytułem poważniejszym i ma więcej sensu.


5. To jedna z trzech najlepszych przygód filmowych jakie dane mi było przeżyć.

Odcinek za odcinek, i było tylko lepiej i lepiej. Pewnie pierwszym waszym skojarzeniem z tą produkcją będzie "Dragon Ball", ale jest tu o wiele mniej walk. I żadna nie trwa nawet pół odcinka. Dla mnie najbliżej temu tytułowi do "Fullmetal Alchemist: Brotherhood", który pozostaje moim ideałem w temacie łączenia dramatu, komedii i przygody.


6. Przebywanie wokół mnie od teraz grozi usłyszenia spoilerów oraz nawiązań

Będę jak fan "Dark Souls". Ryjek mi się nie zamknie gdy już zacznę się rozpływać nad pojedynkiem w "The Drill", albo sposobem w jaki rozpoczęto drugi sezon. Nie przeżyjecie tego.


wtorek, 1 września 2015

Zalety z bycia uczciwym. Okazuje się, że jakieś są.

A więc jesteś Jednorożcem, legalnym użytkownikiem dóbr kultury. Coś dobrego z tego wynika? (jeśli nie wiesz, czemu tak cię nazywam, zajrzyj tutaj)