środa, 28 listopada 2012

KOBIETA W OKNIE

Film Noir, 1944


Bohater ma już swoje lata, spędza wieczór ze znajomymi w... klubie, chyba. Wieczorem wychodzi i przygląda się portetowi kobiety w oknie tego klubu. Siuprajz! Ta kobieta pojawia się przy nim! I zaprasza go do siebie, żeby zobaczył pozostałe malunki. Idzie, a tam jakiś typ wpada i chce bohatera zabić... bez powodu... Więc go ukatrupiają i postanawiają schować zwłoki. Robiąc przy tym maksimum zamieszania, by policja wyszła na jeszcze większych kretynów od samego mordercy... Poważnie, on przez pozostałe 3/4 filmu popełnia każdy możliwy błąd i za każdym razem wychodzi z kręgu podejrzanych dzięki "ojtam, ojtam, każdemu może się zdarzyć". Przesadzone do przesady, by ją zdefiniować.

O tytułowej kobiecie możecie już zapomnieć.

A najgorsze jest wykonanie. Każda inscenizacja, każdy dialog, jest tak sztuczny, tak nienaturalny, tak bardzo wymuszony... Aż nie mogłem w to uwierzyć. Scena morderstwa, jak bohater jest duszony i na koniec wyprostowuje ręce... jakby mama mu sweter zakładała... I ta kobieta teleportująca się przez pokój, by mu podać nóż... po czym ustawia się w pozycji numer 8... Tragedia !!

I jest jeszcze twist w zakończeniu, które o dziwo tylko pogarsza wszystko, bo nagle cały film okazuje się bezsensowny, skandalicznie głupi i o niczym.


4/10.
http://rateyourmusic.com/film/the_woman_in_the_window/

PIĘKNA ZŁOŚNICA

Drama, 1990


Reżyser ten sam od 12-godzinnego "Out 1".

Generalnie więc jest malarz, jest modelka, i fabułą filmu jest radzenie sobie z pustką wewnętrzną artysty, staranie by stworzyć dzieło, relacja między modelką i malarzem. Trudna, czasami brutalna (przy ustawianiu jest i ponaglaniu, by stała bez ruchu aż skurcz ją złapie). I maluje akt, więc połowa filmu to gapienie się na nagą kobietę w różnych pozach.

Jest wiele scen typu: malowanie szkicu. W jednym ujęciu, kamera widzi tylko ręce i kartkę papieru. I są szkice za szkicami, cały proces pracy, dźwięk rycia piórem po papierze został podgłośniony by drażnił, by wyrazić w ten sposób emocje związane z pracą.

I to tyle. Ten film to sztuka, trudno zaprzeczyć. Potrafi zahipnotyzować, choć nie na długo. Bardzo dopracowany, bardzo długi, monotonny i nie jest arcydziełem.


7/10.
http://rateyourmusic.com/film/la_belle_noiseuse/

wtorek, 20 listopada 2012

PIĘKNY I ZŁY

Melodrama, 1952


Dzwoni telefon. Po kolei do trzech różnych osób, każda zbywa dzwoniącego albo w ogóle nie podchodzi odebrać. To Jonathan Shields po 2 latach milczenia postanowił wrócić do biznesu i nakręcić film. Jeden z nich miał wyreżyserować, drugi napisać scenariusz a trzecia (bo to baba) zagrać. Ich nazwiska miały z kolei przyciągnąć sponsorów. W tym momencie zastanawiałem się, jaka będzie rola Shieldsa, skoro ani nie napisze, ani nie wyłoży kasy... więc co on zrobi?

Narracja do tego momentu jest dobra - Jonathan ani razu nie pojawił się osobiście, ani też nie usłyszałem jego głosu. I wtedy jest pierwszy zgrzyt: najazd kamery na pierwszego z trójki, który opowiada o swojej znajomości z Shieldsem. Ani to naturalne, ani żadne. Słabo. Ale sama historia już rewelacyjna. Bohaterowie, aktorstwo, praca kamery, ogląda się znakomicie.

Drugi zgrzyt polega na tym, że nigdy nie dojdzie do spotkania w teraźniejszości. Cały film to opowieści każdego z trojga, a potem film kończy się w bezpieczny sposób. Nie będzie zły, ale... tylko bezpieczny. Do tego te flashbacki nie pokryją się w żaden sposób, są oddalone od siebie w czasie. Znowu - tylko bezpiecznie. Ale w samej historii, w samym bohaterze jest mnóstwo siły, którą warto poznać. Warto zobaczyć.


7/10.

http://rateyourmusic.com/film/the_bad_and_the_beautiful/

niedziela, 18 listopada 2012

JESTEŚ BOGIEM

Drama & Music, 2012


Cholera wie, co to.

Jak na biografię zespołu, bardzo mało tu faktów, genezy tekstów chyba w ogóle nie ma. Jak na biografię jednego człowieka też cienko, bo nie znam prawdziwych danych Magika.

Generalnie tak wygląda historia zespołu wg filmu: facet rano idzie do szkoły, poznaje pierwszy raz hip hop, próbuje coś, idzie do słynnego Magika, oczywiście zostają ziomami od pierwszego wejrzenia, zakładają bend z jeszcze jednym typem. "Hej, a jak się nazwiemy?; Paktofonika. A co to? Pakt przy dźwięku głośnika. Sam to wymyśliłeś?". Robią single, nie idzie im w studiu więc się włamują do szkoły i po nocy tam pracują, gość im nie płaci i robi w jajo, ale znajduje się kolejny typ który zachwycony jest ich płytą, mimo że nie lubi hip hopu, ale ich kawałki są w pyte, więc im pomoże... Wydaje płytę, koniec. Ostatnie 40 minut to już budowanie do samobójstwa, żeby było choć trochę wiarygodne psychologiczne. I to jest raczej minus, skoro fakt historyczny w filmie wykonano tak, że jest tylko ciut wiarygodniejszy od próby samobójczej Kate z "Titanica".

Tak, jest bardzo po łebkach. Nawet nie pamiętam pseudonimu trzeciego członka. Ani czemu zajeli się hiphopem. Ani o czym były ich piosenki. Ani czemu tak się nimi ludzie zachwycili. Skąd ci fani itd. I generalnie chyba niewiele się dowiedziałem o Paktofonice. Tylko tyle, że drugim był Fok/cus. Bo to, że nagrywali hiphop, byli z Polski, byli popularni a Magik wyskoczył z okna to wiedziałem przed filmem.

Podobał mi się skok do przeszłości. I nie chodzi o to, że w Polsce nic się od 12 lat nie zmieniło, tylko naprawdę do tego się przyłożyli. Od tych dużych telefonów stacjonarnych po oryginalne nagranie z gali jakichś polskich nagród muzycznych i Reni Jussis w tv mówiącą, że Paktofonika dostała nagrodę za płytę HH.

Aktorzy z jednej strony nauczyli się rapować, a z drugiej ogolili głowy, założyli wyciągnięte dresy i na tym się często kończyło. "Przepraszam, a pan wie gdzie jest Magik?" z miną zbitego psa, no dajcie spokój.

No i oczywiście polska szkoła montażu dźwięku, czyli jak za oknem pada deszcz to dialogów nie usłyszycie.


4/10

http://rateyourmusic.com/film/jestes_bogiem/

sobota, 17 listopada 2012

DZIURA

Prison Film & Drama, 1960


39 miejsce w rankingu RYM.

Niby kolejny film o ucieczce z więzienia. Ale postawiono na naturalizm - żeby wyjść z celi muszą zrobić dziurę w podłodze. Zdejmują kilka paneli, odkręcają jedną metalową część od łóżka i zaczynają napie&dalać w goły beton. I tak naprawdę pierwsze cięcia, przeskoki, pojawiają się na koniec, kiedy rozłupany gruz trzeba usuwać by dokopywać się głębiej.

Wszystko przeprowadzone co do szczegółu, tu nie ma kogoś kto popełni błąd. Wszyscy perfekcyjnie zrobią co trzeba. A plan pozostaje przy tym banalny od początku do końca, niczym to rozwalenie ściany by wyjść z celi. I co ciekawe, wszystko jest tłumaczone. Czasem wręcz zbyt dosadnie tłumaczona. Zamiast pokazać, oni to mówią wprost, co może przeszkadzać i psuć iluzję.

Drugim takim elementem jest lekka cukierkować obsługi więzienia. Już w pierwszej scenie bohater łamie jakiś przepis, a dyrektor "Ojtam, ojtam, w porządku". Ale z drugiej jest sprawdzanie paczek z żywnością na takim poziomie, że można w nie uwierzyć, więc zbytnio nie przeszkadzało.

Całość trzyma w napięciu dzięki położeniu na realizm. Czuć bardzo mocno, że oni w każdej chwili dużo ryzykowali i mogli naprawdę być złapani. Sporo jest tu scen nakręconych "w czasie rzeczywistym", a niekiedy pomysłowość postaci potrafi zaskoczyć w przyjemny sposób. I to wszystko na faktach... Zakończenie nie do końca satysfakcjonuje.


7/10. Tak, robiłem polskie napisy.
http://rateyourmusic.com/film/le_trou/

http://www.youtube.com/watch?v=a2mht5EZlRc (!!!)

czwartek, 15 listopada 2012

MISTRZ

Psychological Drama, 2012


Jest w tym filmie scena wtrącenia do więzienia Freddy'ego, który po zamknięciu dużo krzyczy, rzuca się, wali barkami w górną pryczę a na końcu rozwala sedes... Wszystko w jednym ujęciu. Wyobrażacie sobie, że kręcono to z dublami? Ktoś wstawiał do celi kolejne sedesy, Joaquin Phoenix raz za razem bił tymi plecami, zdzierał sobie gardło kilkugodzinnym krzyczeniem... To jedna z najciekawszych zalet filmu: przy oglądaniu łatwiej jest uwierzyć, że to prawdziwe życie niż film. Podobne wrażenie wywarł na mnie "Sid i Nancy" lub "Le Trou".
Podobało mi się tempo filmu, zgranie montażu z muzyką, zdjęcia, poszczególne sceny, narracja również ma swoje bardziej udane momenty (jak choćby podanie nazwiska tytułowego mistrza, które pada w połowie filmu). Napisałem o zaletach w skrócie, bo chciałbym się skupić za tym, co mi się nie podobało, jednak nie chcę byście odnieśli wrażenie, że film w ogóle mi się nie podobał.

Bohater wraca z wojny z licznymi problemami, głównie psychologicznymi. Na swej drodze spotyka w końcu Mistrza.
Założenie Mistrza wygląda następująco: każde życie nosi w sobie wspomnienie poprzednich wcieleń, czyli każda obawa nabyta miliony lat temu żyje w nas do teraz i cofając się do tamtego momentu można się z tego wyleczyć. Koniec. Nic więcej. I nawet nie chodzi mi głównie o to, że nawet takie dziwności jak druga linia fabularna (tak to nazwę, żeby uniknąć spoilerów) z szóstego sezonu "LOST" jest bardziej złożona i sensowna. Bardziej męczy mnie, że reżyser nie ugryzł tego w żaden sposób. Jeśli chodzi o zakres fabuły, ta idea jest tylko podstawą od której Mistrz wychodzi do kazania np. chodzenia od ściany do szyby przez 4 miesiące. Jak to się łączy nie mam pojęcia. Sam Mistrz przynajmniej tego nie wie.

Nie wiem też, czy Anderson chciał przedstawić Mistrza jako realnego przywódcę w którego trzeba uwierzyć by zostać zbawionym czy co tam chcecie, czy może chciał obnażyć jego słabość poprzez pokazanie jego nieudolność i słabości wobec czegokolwiek racjonalnego. Równie dobrze mógł wyjść z błędnego przekonania, że można przedstawić obie te wersje obok siebie, że można je pogodzić i stworzyć wtedy spójny obraz. Nie można. Obaj mają momenty w których zachowują się jak głupcy, ale też jak ludzie racjonalni. To w żadnym razie nie były dla mnie spójne postaci. Najpierw Mistrz mówi: "Przede wszystkim, jestem człowiekiem" i sprawia wrażenie, że naprawdę rozumie co właśnie powiedział. W innej scenie dzwoni po Freddy'ego, bo ma dla niego robotę, a gdy ten przyjeżdża to pytają go, po co wrócił i jeśli wyjdzie, już nie będzie mógł wrócić. Jakby ktoś pomieszał sceny w montażu.

Jak wygląda świat? Mistrz nazywa siebie Mistrzem, przez co możnaby pomyśleć, że jest kimś ważnym. Jednak gdy bohater rozdaje ulotki swojej organizacji nikt na ulicy nie jest zainteresowany. Jak wygląda sama organizacja? Czy każdy członek musiał przechodzić testy jak Freddy? Bo tylko on to w całym filmie robił. Jak wygląda ich wiara? Dochodzi w pewnym momencie do opublikowania książki Mistrza, co zostaje... pominięte. Słyszymy, że książka zawiera odpowiedzi, spodziewałem się czegoś co nada filmowi sensu, a dostałem puste miejsce.

Chociaż prawdopodobnie chodzi tylko o pokazanie, że różnego rodzaju kulty skierowane są tylko do przegranych, mówi się im cokolwiek byle trzymać ich blisko a potem zajmuje się ich uwagę bezsensownymi czynnościami do czasu, aż nie będą mogli lub nie będą chcieli naprawić swojego błędu więc zostanie w kulcie będzie dla nich jedyną opcją. Pod takim spojrzeniem film jest jednak spójny, jednak wciąż jest monotonny i bardzo skąpo wypełniony... I przyznacie, że niezbyt ciekawy. Nie jestem zadowolony z tego seansu. Ale chyba nie zaszkodzi spróbować samemu zinterpretować, prawda? Jak coś konkretnego wymyślicie to mi o tym napiszcie, serio.


5/10.
http://rateyourmusic.com/film/the_master/

sobota, 10 listopada 2012

JEDEN FAŁSZYWY RUCH

Thriller & Neo-Noir, 1992


Zasługuje na uwagę.

Po zmroku. Skromna impreza urodzinowa. Fantasia, ostatni gość, właśnie przyjeżdża - rozmawiają, tańczą, jeden kręci wszystko na wideło. Jednak Fantasia musi się wrócić do samochodu po torebkę. Gdy otwiera drzwi do domu wchodzą kolejne dwie osoby...

Solidny film. Ma świetny scenariusz i klimatyczną muzykę - bo co może być lepsze od cichej, wolnej i dokładnej gitary elektrycznej? Oczywiście harmonijka, która będzie pełnić rolę wyciszenia przed finałem. Kryminał na poziomie, z kilkoma świetnymi postaciami, scenami i historią. Od pewnego momentu zaczyna brakować pewnego kopa w tym wszystkim, ale już ostatnia scena... Świetna!

Dziwna, że film jest jednocześnie niedooglądany (poniżej 50 głosów na fw?! Z taką obsadą?!) ale ma też polskie napisy. Ciekawostka...

Obejrzyjcie.


7/10.

http://rateyourmusic.com/film/one_false_move/

wtorek, 6 listopada 2012

KRÓL KOMEDII

New Hollywood & Psychological Drama, 1983


Nie wiedzieć czemu, spodziewałem się komedii...

Rzecz jest o niemłodym już człowieku, który postanawia zostać komikiem. Udaje mu się porozmawiać z gwiazdą w tym biznesie, słyszy "zadzwoń i umów się na spotkanie". A potem się zaczyna...

Chcecie mieć niespodziankę, nie czytajcie dalej. Otóż bohater wciąż żyje w świecie fantazji, ledwo skończy rozmowę z tą gwiazdą już idzie do baru by zaimponować barmance, a w domu ćwiczy rozmowy, by naturalnie wypaść gdy już dojdzie na szczyt i ktoś zaproponuje mu przejęcie programu... Z czasem coraz wyraźniej widać różnicę między wyobraźnią i rzeczywistością, te dwa wymiary ścierają się coraz mocniej. Smutny film.

Film tylko o jednostce i jej reakcji na ten system, nie ma tu słowa o świecie czy czymkolwiek innym. Nie wiadomo, czemu musiało być tak jak się stało. Nie ma też satysfakcjonującego rozwinięcia, ale zakończenie już jest całkiem całkiem. Scorsese w najwyższej formie ~~


7/10.

http://rateyourmusic.com/film/the_king_of_comedy/