Superhero, 2011
Podobało mi się.
Pierwsza reakcja: bohater budzi się rano, w pośpiechu ubiera się i wychodząc rzuca do dziewczyny leżącej w jego łóżku „Hej, muszę spadać. Woda jest w kranie“. Haha, ale zabawne.
Druga reakcja: w tym filmie są aż dwie dziewczyny !! NIESAMOWITE. I ta druga ma aż dwie linie dialogowe! Trzy! Cztery! Coraz więcej! To oczywiste, że to jest miłość głównego bohatera, ale wygląda na to, że w przeciwieństwie do innych filmów innych filmów z tego roku, między tą dwójką może być jakakolwiek relacja! WOW!
Trzecia reakcja: samolot spadał, a ten myśli o swoim ojcu. Niezręczne, ale ujdzie.
Koniec z punktami, bo potem to już tylko podobało mi się to coraz bardziej i bardziej. Rzecz jest o tym, że bohater filmu zostaje wybrany na członka Zielonej latarni, dostaje bajerancki pierścień i teraz musi pokonać zło. Niby nic, ale dzięki efektom specjalnym oraz scenariuszowi ten film jest przyzwoity i przyjemny w oglądaniu.
Skrypt nie jest czymś wyjątkowym, jednak spełnia swoje zadanie: przeciwnik ma swoją motywację i wyjaśnienie, czemu jest zły - widz może go zrozumieć i jednocześnie nadal potępiać. Główny przeciwnik też motywację ma, jest to również wplecione w całe uniwersum Latarni. Bohater nie jest przesadnie silny, a jego przeciwnik już tak, więc pojedynek między nimi jest ciekawy. W czasie walk korzystają masowo z otoczenia, więc środowisko jest też ważne i z tego korzystano. I tak dalej. Sama plusy, jednak bez przesady.
Efekty specjalne jednak są rewelacyjne. Kostiumy, modele obcych, statki kosmiczne, całe miasta, same bitwy... Zielona Latarnia dzięki mocy pierścienia może stworzyć wszystko: czołgi, samoloty, karabiny maszynowe, tarcze, łapać rzeczy w powietrzu i zamienić helikopter w wyścigówkę. I to robi! Nie w jednej czy dwóch scenach, ale przez cały film. I wygląda to zajebiście.
Największy problem mam tylko z taką kwestią: czy czekać na kontynuację?
6/10.