piątek, 19 lutego 2016

"Śmierć przez powieszenie" (7/10)

Czarna komedia, 1968


"Ponad 70% z was jest za karą śmierci. Ale czy w ogóle wiecie, jak ona wygląda?" - tymi słowami zaczyna się ten film. Pokazuje, niemal jak w dokumencie, lokacje i przebieg takiego wyroku. Miejsca, gdzie skazany spędza ostatnie chwile; tradycyjne obrządki, jak modlitwa i poczęstunek; i w końcu - śmierć przez powieszenie. Klapa otwiera się, człowiek leci kilka stóp w dół. Zazwyczaj jego serce zatrzymuje się najwyżej po 15 minutach. Wtedy stwierdza się zgon i można iść do domu. Tym razem jednak mija blisko pół godziny, i serce mordercy - imię jego R - nadal bije. Pracownicy więzienia zebrani wokół ściągają go i stwierdzają u skazanego amnezję. Teraz najpierw muszą sprawić by ten człowiek przypomniał sobie kim jest, zanim znowu go powieszą.

Liczę na więcej klików przez kotka.

Jak więc widać, jest to film na tym samym poziomie co "Wszyscy jesteśmy mordercami" oraz "Krótki film o zabijaniu" - czyli twórcy mają chęć ukazania całego obrazu, by ten następnie mógł z całą odpowiedzialnością wiedzieć, na co się zgadza, gdy obwieszcza światu swoją zgodę na karę śmierci. A do tego znakomicie przewrotny pomysł na zawiązanie akcji!

Różnica polega na tym, że zamiast serwować widzom wstrząsające sceny, Nagisa Oshima serwuje komedię. Jestem absolutnie poważny.

Jak myślicie - ile czasu spędzimy na końcu tutejszej zielonej mili? 10 minut? Ile ten wstęp może trwać? Ile wątków tu jeszcze jest? Dwa? A gdzie tam: mówimy tylko o jednym, i to strasznie długo - bez opuszczania tutejszej celi śmierci. Strażnicy inscenizują w pośpiechu zbrodnie R, by ten przypomniał sobie jak je wykonywał - i jest to komediowa perła, rozgrywająca się na każdym poziomie. Szczególnie wizualnym. A gdy R. okazuje się nie rozumieć pojęć, starają się zrobić i to. I wytłumacz takiemu, co to znaczy: "bycie Koreańczykiem".

- His soul is with God
- But his body's is alive.

To naprawdę budzi mój podziw - znaleźć komedię w takich okolicznościach, i nie wstydzić się tego. Tak po prostu. Poważna strona wcale na tym nie cierpi - to widzieliśmy już w innych filmach, a teraz możemy w końcu zobaczyć coś nowego. Wciąż mówiącego wiele o danym problemie, z różnych punktów widzenia, wyrażając jednocześnie zwykłą ciekawość i próbując znaleźć właściwe rozwiązania. Pomysł przynosi możliwość wielu surrealistycznych oraz niezwykłych sekwencji, a także pozwala na mówienie o temacie w zupełnie nowy sposób. I tym samym: zobaczeniu w tym czegoś więcej.

Jeśli mogę coś doradzić przed seansem: poznajcie historię Japonii oraz relacji z Koreą. Trochę o tym w filmie jest, i nie wiadomo co z tym zrobić, jeśli nie ma macie pojęcia o czym oni mówią. A reżyser chyba liczył, że widz biegle się odnajdzie w tych aluzjach. Bez tego, jest to tylko jedna z tych scenek które zdają się nie mieć nic wspólnego z tematem, biorą się znikąd, i tylko czekałem, aż się skończą. Bo nużyły, sprawiając przy tym wrażenie "skończenia pomysłów" u twórców.

Dla miłośników kina zaangażowanego, które ma poczucie humoru oraz kilka poetyckich smaczków - seans obowiązkowy. Bawiłem się znakomicie!
Widziałem na Hulu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz