John Michael McDonagh to brat gościa, który nakręcił "In Bruges". Razem sobie żyją w Irlandii i kręcą wokół motywu czarnej komedii. Taki był "Gliniarz" - pierwszy film reżyseria "Calvary" - jednak już jego najnowsze dzieło posiada go tylko trochę. Reżyser przemyca humor w bardzo małych ilościach, prawie niedostrzegalnych. Nie oznacza to jednak, jak się obawiałem, że seans jest doświadczeniem traumatycznym. To z pewnością nie. Jest tylko bardzo życiowy. Aż nie chciałem pisał u góry "Drama". Ale nie wiedziałem za bardzo, co tam dać w takim wypadku.
Opowieść rozpoczyna najlepszy opening 2014 roku: spowiedź tajemniczego grzesznika, dorosłego mężczyzny który wyznaje, że był molestowany przez księdza w wieku siedmiu lat. Pragnie się zemścić, więc postanowił zabić mężczyznę, u którego się spowiada. Tamten zapewne i tak już nie żyje, zresztą - nie wierzy, że to by mu coś dało. Musi tego czynu dokonać na niewinnym. Daje swojej ofierze tydzień. Zabije ją w przyszłą niedzielę. Wszystko to zostało nakręcone w jednym ujęciu - nie widać grzesznika, ekran wypełnia znużona twarz naszego bohatera, księdza granego przez Brendana Gleesona. I to wszystko. Cały "setup" zmieszczono w 2 minuty, mistrzostwo świata. A dalej to już właściwie kino autorskie, bardzo brytyjskie. Trochę w tym melodramatu, tragedii, czarnego humoru, kina drogi... a także zagadki. Bo osobowość możliwego mordercy nie jest wyjaśniona. I będzie to dopiero początek.
Przez całą fabułę przewija się wiele wrażliwych tematów. Wielokrotnie główna postać będzie traktowana jako winna wszystkiemu, co Kościół kiedykolwiek zrobił. Tego chce chociaż tajemniczy spowiednik, a Ojciec będzie musiał parę razy przypomnieć, że przecież nie każdy ksiądz to pedofil. Jedną z interpretacji filmu jest to, że miał na celu pokazać, iż wciąż istnieją prawdziwi księża, którzy robią to co należy, i zmieniają na lepsze życie innych ludzi. Służą im radą, uchem, swoim czasem. I że bez niego wiele się zmieni. Każda postać na drugim planie coś uosabia, jest trochę inna od reszty i przedstawia w bardzo naturalny sposób szerszą grupę. Wszystko w małej miejscowości, otoczonej przez morze i zieleń Irlandii. Tę kwadratową górę musicie zobaczyć, przewija się kilka razy w tle. Fascynująca. Tylko włosy Kelly Reilly i broda Gleesona są ładniejsze w tym filmie.
Jako osoba nie zainteresowana tematem boga, zobaczyłem po prostu opowieść o tym, jak jednostka walczy o swoje przekonania, chociaż ma wielkie wątpliwości i będzie to bardzo kosztować. "Calvary" jest bardzo naturalna, wzięto interesujące tematy i ciekawie jest wykorzystano. Ten tytuł będę z pewnością wspominał bardzo dobrze.
...trzeba się będzie przyjrzeć tym nagrodom IFTA.