Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Biography Documentary. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Biography Documentary. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 27 lipca 2014

Life Itself

Biography Documentary, 2014


Dokument oparty na wspomnieniach Rogera Eberta, słynnego amerykańskiego krytyka filmowego. Typowy biograficzny materiał miesza się tutaj z obrazem kilku ostatnich miesięcy życia, kiedy to pan Ebert zaprosił do współpracy Steve'a Jamesa, znanego dokumentalisty z Virginii. Wtedy to ten człowiek był już w stanie, gdy nie mógł mówić, leżał na łóżku szpitalnym i nie miał dolnej części szczęki. Ja nie byłem przygotowany na taki widok, ale wy już tak. Nie jest to ponury obraz - opiekowali się nim zarówno rodzina jak i obsługa szpitalna. Był w dobrych rękach, miał Maca i na bieżąco komunikował się ze wszystkimi za pomocą syntezatora  mowy. I pisał swojego bloga. Teraźniejszość miesza się z przeszłością, w której Roger Ebert zdobywa Pulitzera, staje się najmłodszym krytykiem filmowym w USA, dostaje propozycje prowadzenia programu telewizyjnego w którym razem z Genem Siskelem będzie opowiadał recenzje kinowe.

Miałem pewne obawy, czy nie powstanie jakaś łzawa laurka ku pamięci. Cóż, moje obawy nie  zostały potwierdzone. Ale też nie jestem w pełni usatysfakcjonowany. Część teraźniejsza jest bardzo dobra, James robi to co umie najlepiej: dociera z kamerą do ludzi, pozwala im mówić, samemu będąc praktycznie niewidzialnym, niedostrzegalnym łącznikiem między osobą na ekranie a widzem. Zarówno Ebert jak i jego żona zostali potraktowani z szacunkiem, nie przerywano im, opowiedziano ich życie, dramat i wspomnienia bez ingerencji. Radzenie sobie z chorobą, życie razem do końca, odnajdywanie pozytywów w ciężkich chwilach... I jak umarł.

piątek, 22 lutego 2013

(koniecznie) SEARCHING FOR SUGAR MAN

Music Documentary & Biography Documentary, 2012


Dokument o muzyku imieniem Rodriguez, który wydał dwie płyty, zebrał pozytywne recenzje, "pisał lepiej niż Bob Dylan", a potem minęło 40 lat i nikt za cholerę nie wie, co się z nim potem stało. Dawno temu ktoś pojechał do RPA z jego płytą, spodobała się, ale nie mogli jej kupić, więc od niego ją przegrali... I tak pirackie kopie rozeszły się po drugim końcu świata, zyskując coraz większą popularność. W końcu jeden z drugim pomyśleli - "Hej, kim w ogóle jest ten gość, którego każdy słucha od ponad 40 lat?"

Tak zaczęło się śledztwo kilku niezależnych od siebie ludzi, którzy jako wskazówki mieli tylko okładkę, logo wytwórni i kilka wersów z jego piosenek. Oraz plotki, jakoby to podpalił się na scenie i umarł. Do listy pytań takich jak "Czemu nie zyskał popularności w USA?" lub "Czemu nigdy nie dowiedział się o sukcesie który odniósł w RPA?" trzeba było dopisać: "Jak zginął?"

Historia jest niesamowita, a słuchanie o wpływie tych piosenek na losy mieszkańców RPA to naprawdę niezwykle doświadczenie. Niby piosenek tylko się słucha, a ich wartość zazwyczaj jest indywidualna, a tu dla wszystkich zaczęła znaczyć to samo. Niezwykłe. Z całości oczywiście można wyciągnąć podstawowe wartości, by być po prostu dobrym człowiekiem. Jako dokument - film na medal, po seansie ma się świadomość, że właśnie poznało się coś wartego poznania.

Zresztą, w pewnym momencie mówi się, że wtedy każdy miał w domu trzy płyty - "Abbey Road", "Bridge Over Trouble Water" oraz "Cold Fact" Rodrigueza. Ktoś dziś ma w domu nawet te dwie pierwsze? Lub w ogóle zna te płyty?

Macie to w dupie? Też w porządku, bo sama muzyka jest warta poznania. Cały film jest przeplatany fragmentami około 20 piosenek, i to zostaje w pamięci. Nawet jeśli nie ze względu na tekst to z powodu głosu Rodrigueza. Poważnie, świetnie się tego słuchało.



7/10
http://rateyourmusic.com/film/searching_for_sugar_man/