piątek, 7 marca 2014

(felieton) Zmiany w życiu

Jeśli zastanawialiście się, czemu złamałem rutynę tego bloga i zacząłem opisywać wrażenia z seansu całkowicie przypadkowych filmów... To zacząłem być przetrzymywany zgodnie z własną wolą, za opłatą, w piwnicach pewnego budynku, przez pięć dni w tygodniu. Chandleryzmy użyte wyłącznie w celi ubarwienia tekstu, bo nie mam zamiaru narzekać - robota jest w porządku, pracuję sam, robię to dobrze. Nie wyrabiam dupogodzin przeglądając Internet. Jestem zadowolony z faktu, że to robię.

Nie miałem z początku komputera, z Internetu miałem możliwość korzystać wyłącznie w bibliotekach publicznych. Wyrobiłem sobie inny tryb życia, podparty wyciąganiem książek i dawaniem im szansy, chociaż pierwszy raz widzę je na oczy. W podróż wziąłem ze sobą tylko jedną książkę, tę moją ulubioną. I dobrze, bo w tym mieście nie ma jej w wypożyczalniach. Chciałem sprawdzić, czy jest "Fundacja" Asimova - nie było. Wziąłem "Równi bogom", bo tytuł pierwszej części brzmi "Przeciw głupocie".

Poza tym mam niezłe warunki do oglądania telewizji. Kiedyś lubiłem oglądać przypadkowe tytuły na TCM, wróciłem do tego. Nie mam programu telewizyjnego, nie mogłem sprawdzać nic w Internecie, więc po prostu patrzyłem na to co było i dawałem temu szansę. "Chiński syndrom"? Skąd ja to wziąłem niby? Na notkę o "Darmozjadzie polskim" wciąż nie mogę się zebrać - słyszeliście o tym tytule? To ode mnie usłyszycie. Wkrótce.
Powtarzam też sporo. Widziałem dwa razy "Willy'ego Wonkę". Nie pamiętałem, co spotkało człowieka który dostał wszystko czego pragnął - a i piosenki mniej przeszkadzają. Z trzy razy natknąłem się na fragmenty "Obywatela Kane'a" - chyba dopiero teraz zaczynam kwestionować ten tytuł. Jakoś nigdy wcześniej nie zadawałem sobie pytań: czemu on zdemolował ten pokój? Czemu zmusił Susan Alexander, by śpiewała? Widziałem godzinę "Epidemii", w końcu po 10 lat wróciłem do tego tytułu. Nie pamiętałem, że opening był tam taki dobry... Dlatego nie porządkuję tego. Nawet jakbym miał Internet - a mam, pożyczony na kilka dni - nie chciałoby mi się tego pomijać na rzecz tego, co sobie miesiąc temu ustaliłem, że teraz powinienem obejrzeć. Prędko więc nie dokończę roczników 1924 i 1937. Z opiniami o nowościach też będzie kiepsko - do kina mam obecnie kawałek drogi. Autobusem.

Gdzie na to czas? Nie mogę teraz grać, i nie wiem, gdzie na nie później znajdę miejsce w ciągu dnia. Obecnie po powrocie myślę tylko o tym, by pójść spać. A rano do pracy... tam wyczekuję fajrantu, a potem nie mogę sobie znaleźć miejsca. Chociaż mam co robić, choćby narastająca liczba notatek o filmach które powinienem poczynić. Mam jakąś blokadę, problem ze skupieniem się i zrobieniem tego tekstu. Każdego. Mam w robocie dużo czasu na myślenie podczas wykonywania różnych robót, i nie mogę wtedy przemyśleć niczego, przez 7 godzin, by potem zasiąść do pisania i całość od razu zrobić w 5 minut. Ale przynajmniej śpię dobrze. A szefowa wydaje się zadowolona.

Myślałem, że mam swój idealny odpoczynek: szklanka zimnej pepsi i "How do You Sleep" Stone Roses (a potem "Stargate" w telewizji). Ale to nie wystarcza na resztę wieczoru.