Prosto, konkretnie i bez kombinowania. Można? Można. Twórcy tego filmu powinni brać u mnie lekcje. Może dzięki temu ich letnia superprodukcja za wiele milionów nie byłaby tak potwornie banalna i jednocześnie przekombinowana. Oto osiem powodów uniemożliwiających mi polubienie tej produkcji:
0. Pierwszy, bonusowy minus leci w stronę recenzentów, marketingowców, kogokolwiek, kto przekonał mnie, że to będzie jakaś druga "Incepcja". Spodziewałem się złożonej, nielinearnej opowieści, w której Logan w przeszłości będzie na misji, która na bieżąco zmieniać będzie przyszłość, i dzięki temu ona się powiedzie... A gdzie tam. Fabuła jest banalna. Cofają świadomość Logana do jego ciała sprzed 50 lat, by zapobiec morderstwu, które dokona Raven, przez które rozpęta się piekło. Widzicie, gdy ona dokona tego czynu, wszyscy będą już przekonani, że X-Meni są zagrożeniem, a na dodatek ją złapią i na podstawie jej mocy stworzą niepowstrzymaną moc masowej zagłady każdego mutanta. Proste...
1. ...prawda? Fabuła na pięć minut, to ledwo jest krótki metraż. Logan się cofa, mówi Raven: "Hej, nie rób tego, będzie to mieć takie i takie konsekwncje". A ona: "Ok, zamiast tego upiekę placek z malinami". The End. A gdzie tam! Nic Loganowi nie mówią, co i jak ma robić, ten na miejscu zastaje Xaviera który ma doła i ból, ponieważ czas ekranowy, więc trzeba go podnieść na duchu. Potem trzeba skombinować Magneto, bo czas ekranowy. Ten okazuje się siedzieć w wymyślnym więzieniu za zabójstwo JFK'a (!!!), więc jest scenariusz "inteligentnego" włamu (banalnego jak włożenie sobie wykałaczki w zęby bez popełnienia po drodze harakiri). Do pomocy biorą jeszcze innego mutanta szybszego niż światło, ponieważ czas ekranowy. Potem o nim zapominają, ponieważ... reżyserem nie jest Zack Snyder? A na końcu okazuje się, że do Raven trafili za późno, nie zdążyli jej wytłumaczyć i zrobili tylko większą kaszanę. Cofnęli się w czasie i nie zdążyli, kumasz? A to dopiero połowa filmu!
2. Nieumiejętny scenarzysta nie przyznał się do swoich braków, zamiast tego kombinował bardziej, zacząc pierdolić o tym, że los jest jak rzeka, która zawsze wróci na swój wcześniejszy tor, nawet jeśli wrzucisz do niej kamyczek. Więc to co było i tak będzie choćbyś się zesrał. Przez takie debilizmy mam ochotę pójść i obniżyć ocenę "Detektywa". To nie kwestia kosmosu, losu, boga czy Czarnej Różdżki. To kwestia scenariusza, i tego, że za diabły nie potrafisz pisać logicznej fabuły.
3. Nikt nie potrafi w równie prostych słowach wyjaśnić Raven, tak jak profesor wytłumaczył to Loganowi na początku, czemu nie powinna tego robić. Kombinują jak słoń pod górkę na rollercasterze, ale nie pozwolą powiedzieć tego odrazu, szybko i zrozumiale. Zapomnieli. Trzeba wszystko komplikować!
piątek, 17 października 2014
niedziela, 12 października 2014
Wish I Was Here
Kino autorskie, 2014
Aiden Bloom ma problemy. Szkoła do której chodzą jego dzieci nie jest opłacana. Miał to robić ich dziadek, ten jednak... ma nawrót raka, więc skorzysta z nowej metody leczniczej, i potrzebuje na to wydać wszystkie pieniądze. Rabin rządzący szkołą nie ma zamiaru kolejny raz przełożyć zapłaty na później - bo życzeniem Boga jest, by mężczyzna utrzymał swoją rodzinę. A co robi Aiden? Wciąż chce spełnić swoje marzenie o pozostaniu aktorem, chociaż od dawna nic w tej kwestii się nie ruszyło w jakimkolwiek kierunku. Rodzinę utrzymuje jego żona, pracująca za biurkiem w jakiejś firmie - jakie są jej marzenia? Szkoła publiczna odpada przez prywatne doświadczenia z młodości samego Aidena. Jego brat mieszkający w przyczepie odmawia zajęcia się nawet psem ich ojca. Co teraz będzie?
Aiden Bloom ma problemy. Szkoła do której chodzą jego dzieci nie jest opłacana. Miał to robić ich dziadek, ten jednak... ma nawrót raka, więc skorzysta z nowej metody leczniczej, i potrzebuje na to wydać wszystkie pieniądze. Rabin rządzący szkołą nie ma zamiaru kolejny raz przełożyć zapłaty na później - bo życzeniem Boga jest, by mężczyzna utrzymał swoją rodzinę. A co robi Aiden? Wciąż chce spełnić swoje marzenie o pozostaniu aktorem, chociaż od dawna nic w tej kwestii się nie ruszyło w jakimkolwiek kierunku. Rodzinę utrzymuje jego żona, pracująca za biurkiem w jakiejś firmie - jakie są jej marzenia? Szkoła publiczna odpada przez prywatne doświadczenia z młodości samego Aidena. Jego brat mieszkający w przyczepie odmawia zajęcia się nawet psem ich ojca. Co teraz będzie?
piątek, 10 października 2014
(felieton) Dlaczego góry tak zachwycają?
"- Patrzenie się na nie, zatrzymanie się w marszu i tylko... podziwianie. Przecież to strata czasu, nie? Nic się w ten sposób nie zyskuje. A jednak, to robię. Co mi to daje? Czemu je podziwiam?
- Hmm... pomyślmy. Odpowiedź musi być obiektywna. Góry... Nie można ich zmienić. Uchwalić ustawy, która by je zreformowała. Wciąż będą takie same, nieugięte. Jeśli spróbujesz to nagiąć, ukarzą cię. Przekopiesz tunel przez szczyt, zawali się on i cały twój wysiłek pójdzie na marne. Wprowadzisz ustawę, że powyżej 3000 metrów ma być wprowadzone centralne ogrzewanie, bo ty tak sobie tego życzysz, to ci się nigdy nie uda. Góry trzeba zrozumieć. Dziki, prehistoryczny człowiek bał się ich, bo nie nadawały się do życia. Zimno, trzęsie, i do tego działy się rzeczy, których nie znał, jak śnieg czy mocniejsze wiatry. Grabieżca boi się ich, bo są zwierciadłem w którym widzi swoją przegraną, z którą nic nie może zrobić. Nie może oszukać, zeskoczyć z samolotu i zdobyć szczytu jak ci, którzy uczciwie na to pracują. Wejście tutaj niczego mu nie da. Nie, to teren dla uczciwych ludzi. Oni widzą w tym monumentalnym widoku zwierciadło swojej wielkości. Przestali się go bać, a zaczęli właśnie podziwiać. Miarą ich szacunku do samego siebie jest szacunek jakim darzą te cuda natury. To osiągnięcie cywilizowanego człowieka, potrafiącego ją zdobyć, nie by pokonać, ale oddać jej hołd. Udowadniając tym samym, ile musiał zrobić i osiągnąć, by doszło do tej krótkiej chwili. On potrafi współpracować z nimi. Zgodzi się na wszystkie warunki, które one narzucają. Przekopać taki tunel, który się nie zawali. Po zejściu zostawi je takimi jak je zastał. Im więcej szanuje samego siebie, tym bardziej szanuje góry, by w efekcie znów czuć więcej szacunku do samego siebie. Są one żywym, obiektywnym dowodem, kim ten człowiek jest. Manifestem wszystkich wartości jakich w życiu przestrzega. Miarą jego człowieczeństwa, wygranej albo przegranej. Nagrodą tudzież klątwą."
----
Wszedłem raz do czyjegoś gabinetu w pracy, musiałem czekać, na monitorze zobaczyłem góry i tak powstał powyższy tekst. Trochę go rozwinąłem, nadałem bardziej filmowy/literacki "feeling", ale generalnie to jest podobny trop myślowy jaki miałem naprawdę - wcześniej podobnych rozkmin nie miałem. Planuję coś z nim w przyszłości zrobić, wsadzić gdzieś do scenariusza, ale jeszcze nie mam nic. Ot, dobry moment do szuflady.
Bo mam dosyć, ilekroć w filmach (czy gdzie indziej) słyszę pytania o sens życia, a odpowiedzi są albo wymijające, albo w ogóle ich nie ma. Od razu zakładam, że twórcy byli za głupi albo to tchórze, którzy boją się choćby zaproponować odpowiedzieć, dać coś do rozważenia, co widz mógłby potraktować jako pierwsze słowo w dyskusji.
Mam dosyć świata, w którym góry zachwycają, bo są "ładne xd", a filmy są fajne, bo "każdy ma inne gusta ;p". Tyle żyjecie na tym świecie i nie macie nawet przypuszczenia? To co robicie w sztuce?
niedziela, 5 października 2014
Dzikie historie (6/10)
Anthology Film & Black Comedy, 2014
Sześć nowelek spiętych pod jednym, ogólnym tytułem... i niczym więcej, poza niecodziennym poczuciem humoru oraz niezwykłymi pomysłami na historię. I chociaż zalatuje to "Strefą mroku", nie jest to mój ulubiony model produkcji. Jako miniserial bardziej by się nadawał do oglądania. Gdy kilka odcinków TRZEBA oglądać pod rząd, to ja dosyć szybko czuję już zmęczenie. Nie pomaga fakt, że każda opowieść ma słaby, powolny wstęp, a ich poziom waha się od "reakcji Polaka na widok ze szczytu wysokiej góry" po "Garret by to wyciął".
Dlatego omówię poszczególne epizody oddzielnie.
# Epizod 3: "Znikający punkt" - 7+/10
Czyli co by się stało, gdyby Kowalski się zatrzymał w czasie przygody swojego życia by zmienić koło. A maniakalny nieznajomy wysiadł by zrobić mu kupę na przednią szybę. A Kowalski jednak nie dałby za wygraną, i nie zadowolił się tylko bezpieczną ucieczką... Festiwal groteski, przemocy i absurdu, w której żadna ze stron nie ma zamiaru dać za wygraną, a wiadomo gdzie to prowadzi. Ubaw po pachy, wcześniej obdarte ze skóry. Niezapomniany seans. Pokłony za realizację.
# Epizod 6: "Wesele" - 7/10
Żona tuż po zawarciu związku dowiaduje się, że mąż ją zdradził całkiem niedawno. Zainspirowana przez kucharza palącego na dachu, postanawia wykorzystać okazję do zrobienia piekła z życia swojego ukochanego, nie ponosząc za to winy. W końcu zasłużył, prawda? Pytanie tylko, na ile... w kilka minut standardowe wesele zmienia się w najlepszą tego typu scenę w historii kina. Z początku wydaje się, że na koniec reżyser funduje "feministyczną", irytującą anegdotę, ale w sprytny sposób z tego wybrnął. Plus romantyczne zakończenie i milczące sceny, gdzie cały humor płynie jedynie z obrazu. Seans niezapomniany.
Sześć nowelek spiętych pod jednym, ogólnym tytułem... i niczym więcej, poza niecodziennym poczuciem humoru oraz niezwykłymi pomysłami na historię. I chociaż zalatuje to "Strefą mroku", nie jest to mój ulubiony model produkcji. Jako miniserial bardziej by się nadawał do oglądania. Gdy kilka odcinków TRZEBA oglądać pod rząd, to ja dosyć szybko czuję już zmęczenie. Nie pomaga fakt, że każda opowieść ma słaby, powolny wstęp, a ich poziom waha się od "reakcji Polaka na widok ze szczytu wysokiej góry" po "Garret by to wyciął".
Dlatego omówię poszczególne epizody oddzielnie.
# Epizod 3: "Znikający punkt" - 7+/10
Czyli co by się stało, gdyby Kowalski się zatrzymał w czasie przygody swojego życia by zmienić koło. A maniakalny nieznajomy wysiadł by zrobić mu kupę na przednią szybę. A Kowalski jednak nie dałby za wygraną, i nie zadowolił się tylko bezpieczną ucieczką... Festiwal groteski, przemocy i absurdu, w której żadna ze stron nie ma zamiaru dać za wygraną, a wiadomo gdzie to prowadzi. Ubaw po pachy, wcześniej obdarte ze skóry. Niezapomniany seans. Pokłony za realizację.
# Epizod 6: "Wesele" - 7/10
Żona tuż po zawarciu związku dowiaduje się, że mąż ją zdradził całkiem niedawno. Zainspirowana przez kucharza palącego na dachu, postanawia wykorzystać okazję do zrobienia piekła z życia swojego ukochanego, nie ponosząc za to winy. W końcu zasłużył, prawda? Pytanie tylko, na ile... w kilka minut standardowe wesele zmienia się w najlepszą tego typu scenę w historii kina. Z początku wydaje się, że na koniec reżyser funduje "feministyczną", irytującą anegdotę, ale w sprytny sposób z tego wybrnął. Plus romantyczne zakończenie i milczące sceny, gdzie cały humor płynie jedynie z obrazu. Seans niezapomniany.
Etykiety:
2014,
Anthology Film,
Argentina,
Black Comedy,
Crime,
Satire,
Thriller
Subskrybuj:
Posty (Atom)


