Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Coming-of-Age. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Coming-of-Age. Pokaż wszystkie posty

sobota, 17 stycznia 2015

Zawsze woda (5/10) Film wypełniony energią morza

Coming-of-Age, 2014


Prosta opowieść o tym, że gdzieś w Azjatyckiej części świata jest sobie dorastająca dziewczyna której umiera mama, a nasz bohaterka sobie z tym radzi, akceptując w końcu śmierć jako część życia... To może nie jest banalna produkcja, ale bardzo podstawowa, w której jest niewiele elementów. Przemiana czy też jakakolwiek ewolucja jest śladowa i ledwo zauważalna, a wszystkie wydarzenia - których jest niewiele - mają skromny impakt na pozostałe elementy produkcji. Których ilość również powoduje niedosyt.

Przed jednym muszę was ostrzec: jest tu bardzo drastyczna śmierć kozła. Nie jest tak, że zwariowałem - mam świadomość, że kozioł zapewne i tak by został zaszlachtowany, jedynie uwieczniono to na kamerze jako element historii. Ale jednak, bądźcie na to przygotowani. Cały film zaczyna się od podwieszenia zwierzęcia, nacięcia na szyi gdy ten jeszcze żyje, zajrzenia mu tam i... medytacji wokół zjawiska. Bo trochę to trwa jednak. Się nasłuchałem...

"Still Water" polecam przede wszystkim miłośnikom przyrody, a szczególnie morza. Film jest wypełniony bryzą i szumem przypływu, wiatrem między drzewami, kamera fascynuje się tym bardziej niż resztą produkcji. Współgra to z historią, w której wielkie znaczenie ma śmierć jako przemiana energii, która przecież podróżuje falami. Ujęcia natury jedynie to wizualizują. Szumią wokół widza energią bliskich, którzy odeszli, tajemniczej przyszłości i wszystkich innych rzeczy, z których składa się dusza. Po seansie to uczucie faktycznie zostaje z widzem... na jakiś czas.

niedziela, 12 października 2014

Wish I Was Here

Kino autorskie, 2014


Aiden Bloom ma problemy. Szkoła do której chodzą jego dzieci nie jest opłacana. Miał to robić ich dziadek, ten jednak... ma nawrót raka, więc skorzysta z nowej metody leczniczej, i potrzebuje na to wydać wszystkie pieniądze. Rabin rządzący szkołą nie ma zamiaru kolejny raz przełożyć zapłaty na później - bo życzeniem Boga jest, by mężczyzna utrzymał swoją rodzinę. A co robi Aiden? Wciąż chce spełnić swoje marzenie o pozostaniu aktorem, chociaż od dawna nic w tej kwestii się nie ruszyło w jakimkolwiek kierunku. Rodzinę utrzymuje jego żona, pracująca za biurkiem w jakiejś firmie - jakie są jej marzenia? Szkoła publiczna odpada przez prywatne doświadczenia z młodości samego Aidena. Jego brat mieszkający w przyczepie odmawia zajęcia się nawet psem ich ojca. Co teraz będzie?


piątek, 31 stycznia 2014

The Selfish Giant (5/10)

Drama & Coming-of-Age, 2013


Miałem obejrzeć "Paradise: Hope", ale to okazało się zwieńczeniem jakiejś trylogii, więc zamiast tego - inny Coming-of-Age z 2013 roku. "The Selfish Giant" to opowieść z dna Anglii, dzieciak z ADHD imieniem Arbor zbiera złom by zarobione pieniądze dać matce na rachunki. Do tego przyłączają się jego przyjaciel z ręką do koni, sam konik, oraz szkoła i jej władze, wyrzucające bohatera na początku opowieści. Swoje trzy grosze dorzuci też właściciel złomowiska, wprowadzając Arbora i Swifty'ego w zawód.


To tytuł, o którym równie trudno powiedzieć coś dobrego jak i złego. Ani tego polecić komuś, ani też odradzić. Niby obejrzeć bez bólu można, ale by był ku temu powód - też nie bardzo. Dramat jest bardzo prosty - jest źle, bo jest. Dorośli nie pełnią tutaj jakiekolwiek roli. Są by wyszło naturalnie (w końcu bohaterowie muszą mieć jakichś opiekunów), ale nie robią nic, by odebrać uwagę od najmłodszych. Na jakiejkolwiek płaszczyźnie. Cała ta tragedia z zimnym posiłkiem z puszki, brakiem kasy na leki i rachunki - wszystko to złożono na kark głównego bohatera.

Niby wszystko wygląda całkiem realistycznie, jakby twórcy wiedzieli o jakim środowisku opowiadają, ale to nie robiło na mnie wrażenia. Z drugiej strony - nie mam pomysłu, by wskazać coś i napisać: "To zrobiono źle". To co zobaczyłem było całkiem wiarygodnym portretem świata do którego najmłodsi starają się dopasować.

Jeśli wam to może zapamiętać tytuł - "The Selfish Giant" startuje w nagrodach BAFTA. Kategoria: "Najlepszy film brytyjski 2013 roku". Cóż - jak obejrzycie całą resztę, możecie i ten. Nie zaszkodzi.
https://rateyourmusic.com/film/the_selfish_giant_f1/

czwartek, 30 stycznia 2014

Młoda i piękna (6/10)

Drama, 2013


Isabelle ma 17 lat. Podczas wakacji nad morzem poznała pewnego Niemca, z których traci dziewictwo. Gdy wraca do domu i codziennego życia, zaczyna zajmować się prostytucją. I... to tyle. Przynajmniej do połowy filmu, poważnie. Do tego czasu są tylko kolejni klienci, kolejne erotyczne sceny, migawki z rodziną, "pożyczanie" ubrań matki, przebieranie się w publicznej toalecie, zakładanie kont w Internecie... I tyle. Oczywiście zdradzę, co się dzieje w połowie, bo inaczej ten tekst raczej nie miałby sensu, ale jak nie chcecie wiedzieć - to nie czytajcie.


Matka Isabelle dowiaduje się w pewnym momencie, czy zajmuje się jej córka. Z pomocą policji, ale tego już nie zdradzę. Tu zaczyna się właściwa część opowieści - życie z tym, że mamy w rodzinie kurwę. Życie ze świadomością, że oni wiedzą. Co zrobić z pieniędzmi, które do tej pory zarobiła? Meldunek na policji, terapie u psychiatry. Z jednej strony - mamy obraz dosyć typowy o relacjach świata dorosłych z młodymi. Nikt nie pyta o nic samej Isabelle, wszyscy tylko mówią jej, co ma robić, i gadają byle nie dojść do etapu w którym są istotne odpowiedzi (w tym - "Czemu to robiłaś". Nie czekają, aż odpowie, tylko zadają kolejne pytania - "Przecież dawaliśmy ci na wszystko co chciałaś. Czy brakuje ci pieniędzy?"). Z drugiej strony - to udana opowieść o seksualności, i całkiem interesujące spojrzenie na samą Isabelle która też przecież żyje sama ze sobą.

Tak więc, co zaskakujące, ale pod pewnymi względami jest to film warty obejrzenia. Pomimo przedłużającej się ekspozycji, która zajmuje połowę filmu, i kompletnego braku trzeciego aktu. Sceny erotyczne są krótkie, i zrobiono je ze smakiem.
https://rateyourmusic.com/film/jeune_and_jolie/

środa, 29 stycznia 2014

Cudownie tu i teraz (6/10)

Teen Movie, 2013


Sutter Keely miał dziewczynę. Do czasu, gdy w skutek pewnych wydarzeń znalazł się w całkowicie niewinnej sytuacji z inną kobietą, co zostało odczytane jako "zdradę". Sutter próbował poprawić sobie humor w towarzystwie i przy alkoholu, ale mu nie szło. Aż następnego rana obudził się na czyimś trawniku bez pojęcia, gdzie jego samochód, a nad nim stała Aimee. Była obok, bo rozwoziła gazety po okolicznych podjazdach.

wtorek, 28 stycznia 2014

Królowie lata (7/10)

Teen Movie, 2013


Joe i Patrick mają mają po 15 lat oraz dosyć swoich rodziców. Ojciec Joe znalazł sobie nową dziewczynę i jest dupkiem 24 godziny na dobę, a rodzice Patricka są tak słodcy, że od samego przebywania w tym samym mieście co oni można dostać cukrzycy. Nastoletni bohaterowie postawiają więc uciec z domu. Warunki im sprzyjają - zbliżają się wakacji, a podczas powrotu z jednej z imprez na plaży znaleźli w lesie idealną polaną, gdzie nikt ich nie znajdzie. Nawet dołączył do nich jakiś dziwak, który przynajmniej nie robi nikomu krzywdy, więc... może zostać. I nazywa się Biaggio. Po kryjomu więc zaczynają budować dom...

Chwila. Czy to Alison Brie? Owszem! Nikt mi nie powiedział, że tu jest Annie z "Community"...



sobota, 28 września 2013

NAJLEPSZE, NAJGORSZE WAKACJE

Coming-of-Age & Comedy, 2013


Chrzanić ten film. Jest aż tak dobry.

Trent i Pam wybierają się na "Spring break dla dorosłych". Będą imprezować, siedzieć przy ognisku, chodzić na plażę i pływać jachtem. A ich dzieci będą... robić co chcą. Nastolatki będą grupowo zachowywać się jak nastolatki, mały pirat będzie ganiać pod stołem, a Duncan poszuka sensu życia w parku wodnym. W domu go nie ma na pewno - rodzice się rozwiedli, nowy ojczym wytwarza złą energię, matka stara się na siłę zintegrować syna ze wszystkim w okolicy co ma puls, sąsiadka obok jest dumna, że od 20 lat nie była trzeźwa... Zresztą i tak nie ma tu kogoś, kto nie potraktowałby Duncana jak trędowatego. Do czasu, aż całkowicie przypadkowo wpadnie na pana Owena. Trzy razy. Albo i cztery.


Niesamowite, jak mało mnie obchodziło to, co powinno tu w zasadzie być głównym tematem filmu. Relacje nieśmiałego bohatera z rodziną i otoczeniem? Jego rozwój wewnętrzny? Brak zainteresowania z mojej strony. Każda z tych postaci jest blada i nijaka, nic nie wiadomo o żadnym z nich ani o ich przeszłości aż do końca filmu. O ojcu bohatera, z którym ten chciałby spędzić to lato, widz dowie się pół faktu, i to pod koniec tej historii. Z całą resztą bohaterów jest tak samo. Łącznie z Owenem. Nic o nim nie wiadomo, jego przeszłość i życie osobiste nic twórców nie obchodzi, ale gdy wejdzie na scenę, to klękajcie narody, bo to jedna z najlepszych postaci w historii kina. Tak charyzmatycznego skurczybyka nie było nigdy. Jest pewny siebie, jest bezpretensjonalny, i mówi jeszcze z prędkością karabinu maszynowego. Gdziekolwiek się pojawi, w kilka sekund roztacza aurę pozytywnego myślenia i chęci do życia. Ot tak, po prostu. Co mam dodać - ten człowiek powinien nie tylko żyć naprawdę, ale i żyć wiecznie. Gdyby film kręcił się tylko wokół niego, Owen mógłby reagować na cokolwiek, i byłby lepszy niż "Big Lebowski".


Co zaskakujące, film jest zabawny nie tylko dzięki Owenowi. To po prostu bardzo dobra komedia, z wieloma śmiesznymi sytuacjami i żartami, a nawet kilkoma mądrymi dialogami na poważnie, i jest w tym coraz lepsza i lepsza. Dosyć szybko zaakceptowałem, że tu jednak pojawi się kilka żenujących sytuacji, schowam wtedy głowę między kolana i jakoś przecierpię (bohater mający "movement kozy"* tańczący na kartanie). Bo tam gdzie był humor dla mnie, było go bardzo dużo. Każda postać mówi tu coś zaskakującego, zabawnego, fajnego. Cholera, śmiałem się tak bardzo, że po seansie chciałem ściągnąć ten film tylko po to by zrobić wpis na bloga w stylu "Top 10 najlepszych tekstów", nie zważając na to, że większość z nich działa wyłącznie w kontekście. Zrobiłbym to po prostu dlatego, by oddać filmowi cześć i tyle. Uwielbiam go.


Ale scenariusz pisali ci sami partacze co "Spadkobierców". Dostali za niego kilka nagród, więc tym razem wzięli się jeszcze za reżyserię. Tak źle jak w ostatnim filmie Payne'a nie było, bo całość jest mniej rozbudowana i bardziej jadąca na kliszach, ale i tak jest straszny chaos. Postaci zagarniają dla siebie ekran przez 2 sceny by potem nigdy się już nie pojawić, wątki pierwszoplanowe tracą na znaczeniu w starciu z tymi drugoplanowymi, gros postaci nie ma tu żadnego celu, ilość postaci i wątków które zostają choćby należycie rozwinięte można policzyć na palcach drwala alkoholika z długoletnim stażem, który na koniec musiał siekierę trzymać zębami. Relacja Duncana z Susanną dosyć szybko zamienia się w reklamę ośrodka wypoczynkowego, w której wszelkie dialogi są wyciszone, a ich życie jest skrócone do przebitki kilku ujęć. Zakończenie jest na swój sposób tak beznadziejne, że aż zacząłem nienawidzić ten film. Twórcy rozdzielili mnie z tymi cudownymi postaciami, a ja chciałem wiedzieć, co się dalej stało! Chciałem, by potraktowano ich z szacunkiem. Chciałem podsumowania, chciałem by sprawy między synem i ojczymem się rozwinęły w jakikolwiek sposób. Chciałem, by Duncan w jakiś sposób odwdzięczył się Owenowi, może pomagając mu w jego problemach? Ale widz o życiu prywatnym Owena wie tyle co nic. Jakieś tam problemy miał, ale je... go, kończmy już ten głupi film. Brak nawet wspomnienia, że Susanna i Duncan będą ze sobą pisać listy czy coś. Film nawet się nie urywa, tylko kończy - udając, że to co pokazał na koniec to idealne i w pełni satysfakcjonujące zakończenie.

I tak to się toczy. Film uwielbiam tak bardzo, że go nie cierpię. I oczywiście zobaczę kolejny film tych twórców, wiedząc że będzie tak dobry i tak zły jak "The Way Way Back". Wbrew końcowej ocenie, to film warty obejrzenia. Szczególnie, jak ominie was szansa na seans w kinie i zamiast tego obejrzycie go na dvd chociażby. Dzięki temu przewiniecie żenujące momenty, by ograniczyć się tylko do tego co tu najlepsze. A jest ono zaprawdę bardzo dobre! Po seansie sami zrozumiecie, że ocena sumaryczna powinna być o wiele niższa.


6/10, ulubiony.
http://rateyourmusic.com/film/the_way_way_back/


Utwór z soundtracku: Mr. Mister - Kyrie
* jak ktoś gra w TF2 ten złapie.

piątek, 27 września 2013

Cześć, Tereska

Drama & Coming-of-Age, 2001


Jak ja nie lubię polskiego kina. Chciałem coś przy czym można zjeść, to Gliński mi zrzuca na łeb sąsiada-pedofila, ojca który pije i lubi sobie windę zdemolować, świat bez jednego porządnego dzieciaka. Każdy przed 18 kibicuje tu jedynej możliwej drużynie, chce każdemu najebać, jego jedyną rozrywką jest picie. I jeszcze walnięto to na czarno-białą taśmę, ja pierdolę.

I to jeszcze wbrew pozorom nie jest jakieś bardzo słabe, bo sama historia (z technicznego punktu widzenia) jest całkiem nieźle rozplanowana. Bohaterka znajduje oparcie w ludziach prezentujących negatywne wzorce, wnika w ten świat i tak dalej, wszystko w odpowiednim tempie, więc taki czarno-biały świat nie musiał niczego przekreślać. Do czasu aż usłyszałem dialogi, i coś wtedy we mnie umarło. Było to wszelkie zainteresowanie filmem.

Przyznaję, w pierwszej połowie podstawówki, podobne słownictwo było fajne. Tzn. za takie było uważane, i faktycznie ludzie tak mówili, przynajmniej całkiem podobnie. Ale to była podstawówka. Tutaj bohaterowie są prawie dorośli, a zachowują się jak te bałwany z "Bejbi Blus". W wypadku tego filmu wiem, że miał on przedstawiać dzisiejszy świat, więc wiem, że jego twórcy po prostu całe swoje życie spędzili pod kamieniem. Jednak "Cześć, Tereska" powstał 12 lat temu, może faktycznie 18-latkowie zachowywali się jak 8-latkowie. Wiem na pewno, że tak mówili 8-latkowie i tyle. Pewne jednak jest, że dziś ten film nie nadaje się do oglądania. Tym bardziej do "edukacyjnego" puszczania w szkołach, bo uczniowie będą płakać ze śmiechu bardziej niż ja oglądając "Intruza".

Zresztą, sami spróbujcie nie złapać się za twarz, widząc bohaterkę uciekającą od wspomnianego sąsiada.
On: No daj!
Ona: "Daj" to był chiński sprzedawca jaj!

Tego się nie spodziewałem.


4/10.
http://rateyourmusic.com/film/czesc__tereska/

niedziela, 18 sierpnia 2013

Beztroskie lata w Ridgemont High

Teen Movie, 1982


Ostatni rok liceum. Chłopak pracujący w fastfoodzie, chcący zerwać ze swoją dziewczyną by być wolnym w tym roku. Jest jego siostra, która jeszcze tego nie robiła. Jest chłopak zarabiający na byciu konikiem. Jest czarny sportowiec, luzak na wiecznym haju... Z nim jest związany najlepszy żart filmu, jak zamówił pizzę do szkoły. Bardzo dobrym pomysłem było zrobienie z niego prawdziwego luzaka, zamiast kozaka który cały chce komuś coś udowodnić i utrzeć nosa nauczycielowi, spóźniając się na lekcje i zamawiając pizzę do szkoły... Nie, on po prostu nie widzi w tym nic złego i jest w tym szczery.

...Jeśli macie wrażenie, że kręcę się wokół filmu zamiast przejść do rzeczy, to właśnie o to mi chodziło. "Beztroskie lata w Ridgemont High" nie mają większej fabuły ani nawet motywu przewodniego. To po prostu zbiór postaci, każda dostaje kilka scen ale między nimi nie ma żadnej interakcji. Wspomniany luzak po prostu przyjdzie 3 razy na lekcję, wyniknie z tego jakiś żart... i tyle. Nawet nie spotka tej dziewczyny, która będzie szukać romansu, lub czarnego sportowca, który chyba zniknął z filmu po scenie wściekłego meczu... Mało konkretny, wciągający i zajmujący ten film. Nawet jak na to czym jest, bo żadna z tych postaci nie zapada w pamięć, i żaden z tych okazjonalnych żartów nie jest wart zapamiętania. Poza pizzą, to było niezłe.

Brakuje też jakiegoś wykorzystania dramatycznych momentów. Bo te były, nie wymagam by się wzięły znikąd, a pojawi się tu motyw utraty pracy, zrywanych związków a nawet aborcja (!). Każdy z nich pojawia się i przemija, ustępując pizzy zamówionej na lekcji. Temu filmowi brakowało charakteru do tego stopnia, że na końcu o jednej z postaci mówi się, że wróciła do kofeiny. O innej, że są razem. I co dalej? Po prostu pojawili się razem w obrazku, koniec historii.

Nawet pryywatnie nie będę zaliczał tego filmu do gatunku "Coming-of-Age". Za mało tu istotnych elementów.


6/10.
http://rateyourmusic.com/film/fast_times_at_ridgemont_high/

poniedziałek, 25 lutego 2013

(cute) SZTUKI WYZWOLONE


Comedy & Coming-of-Age, 2012



Lekki film o niczym, o wszystkim, i cześć. Gościu chodzi sobie w tunelu od jednej postaci do drugiej, wszystko jest proste, zorganizowane i dzięki temu składa się jakoś w całość. Jeden z tych filmów, w których bohater spaceruje po parku o 5 rano. Nie ma wokół ludzi poza tą jedną osobą, którą akurat spotyka.

Nie mówię, że to coś wielkiego lub niezwykłego, ale ogląda się przyjemnie. Film do jednego seansu, nie wracam do niego myślami, nic z tych rzeczy. Jesse ma 36 lat, odwiedza swojego nauczyciela ze Studiów gdy ten odchodzi z dotychczasowego stanowiska, tam poznaje Elizabeth (co to za wynalazek, dziewczyna dobrze wyglądająca ze spiętymi włosami? Oburzające !!), Deana - chłopaka z problemami, Nata - postać pojawiającą się całkowicie znikąd, odrealnioną tak bardzo, że Jessie zacznie się zastanawiać, czy skubaniec jest prawdziwy. Spotka też swoją ulubioną nauczycielkę od romantyzmu. Zacznie się zastanawiać nad swoim życiem, nad studiami, nad czym co go później spotkało, konfrontował to z przeszłością, dotrze do niego, jak stary naprawdę jest... Nic specjalnie zajmującego, Josh Radnor wie o czym mówił, ale nie opowiadał o tym w jakiś świeży sposób.

Fajne jest nie tyle to, jacy ci ludzie są, ale jak się porozumiewają, jak wygląda relacje między nimi... Cholera, Jessie i Elizabeth zaczną do siebie pisać w pewnym momencie listy! Zac Efron będzie chodził w tej szalonej czapeczce i gadał, że wszystko jest w porządku, Jessie oczu od książki nie oderwie... Fajno było.
Podobało mi się uczucie reżysera do książek. To samo miałem z "Malowanym człowiekiem".

Z drugiej strony, jakim trzeba być skurwielem, by gadać przez półtorej godziny: "To najlepsza książka w historii" lub "Ostatnie trzy strony miażdżą, ilekroć widzę ją w księgarni muszę je przeczytać" I NIE ZDRADZIĆ TYTUŁU?

Minusy? Jak był moment z książkami o wampirach, to... nie. Dziewczyna była fajna, a tu wyskakują, że czyta "Zmierzch". Nie, nie, nie. I gadali o tej książce, taka nierzeczowa dyskusja, szlag by to trafił.

Do powtórki za 15 lat.~~



7/10
http://rateyourmusic.com/film/liberal_arts/