Najlepszy moment: poker otwierający 1x04. Najgorszy - każda chwila z Rickym Gervaisem. Jego doktor jest strasznie irytujący. Ogólnie pierwszy sezon jest niezły, ale będę oglądał więcej. Posłucham pochwał, poza tym - widać, że jednak sporo się Louie napracował.
**** "Ground Floor"... Nowy serial Billa Lawrenca, który najpierw zrobił "Scrubs", a potem bardzo zabawne "Cougar Town". Jeśli tak jak ja liczyliście na coś więcej po jego najnowszym projekcie, to zapewne się zawiedziecie. Ja obejrzałem tylko kilka odcinki, ale były w zasadzie identyczne. Oba wyglądały, jak dzieło kogoś, kto tylko widział "Scrubs", a nie je tworzył. Postaci nie mają wyrazu, postać kobieca jest tak sztuczna jak tylko się dało (spełnienie "marzeń każdego faceta" bez odrobiny osobowości). John C. McGinley gra powtórkę doktora Coxa, tylko tym razem ani trochę wiarygodną. Cox wchodził i wszyscy milkli sami z siebie. Jako szef korporacji jest bardzo... stereotypowy. Wymuszony, nieautentyczny, pozorowany. Jego relacja z głównym bohaterem wygląda tak samo jak doktora Coxa z dowolnym trzecioplanowym stażystą ze "Scrubs", tylko tam takich wywalano jeszcze w tym samym odcinku za niekompetencję. Tutaj szef korporacji cały czas wybacza, powtarza się, "myślę o tobie jako moim następcy"...
Inna sprawa, że to wciskanie kitu, bo "Ground Floor" to kolejny serial, w którym zajęcie bohaterów nie ma znaczenia, i tak naprawdę nie istnieje. Nie robią z nim nic, albo mówią "zrobiłem" na początku sceny. Nie ma to związku z akcją. Wyobraźcie sobie coś takiego w "Scrubs", to się nie zgadza. A co z humorem? Są momenty, ale nic co by ten serial wyróżniło. Takich sitcomów jest wiele, ani szczególnie złe, ani pozytywne. Może po kolejnych odcinkach nagle wszystko się zmienia, dajcie mi znać jeśli oglądaliście do końca. Ja piszę swoje wrażenia jako ciekawostkę.